czwartek, 31 grudnia 2015

Nowy Rok 2016

Niech Nowy Rok przyniesie każdej mamie nowych sił cały wór i dużo, dużo optymizmu oraz radości z macierzyństwa :)
Dużo, dużo zdrówka, które niech procentuje szczęsciem i spokojem całych rodzin :)
zdjęcia ze strony www.radom24.pl

DO SIEGO ROKU :)



piątek, 25 grudnia 2015

świąteczne niespodzianki

Jeżeli czasem myślałam że jest źle teraz wiem że może być zawsze gorzej...i trzeba się cieszyć że jeszcze nie jest to "gorzej". No więc co to oznacza 15 grudnia trafiłam z mała do pediatry wydałoby się zwykłe przeziębienie z tym że z goraczką ale dostałam opiekę do końca tygodnia. Gorączka skoczyła w nocy z 1516 grudnia do prawie 40 stopni i tak było przez trzy kolejne noce a więc w piątek znowu do lekarza ale innego i dostaliśmy antybiotyk na zapalenie nosa i gardła...antybiotyk średnio działał na nos i gardło ale super że gorączkę obniżył. Poszliśmy 22 grudnia znowu do pani doktor by zabezpieczyć się przed świętami chorobowymi. Bilety na pociąg musieliśmy już wczesniej oddać i pożegnać się z rodzinnymi świętami z powodu kuracji antybiotykowej ale chcieliśmy w domu przynajmniej miec spokojnie. Niestety to co nastąpiło było totalnym zaskoczeniem...otóż 22 grudnia rano byłam z córką u pediatry a wieczorem poszłam do swojej lekarki i usłyszałam że mam anginę ropną :( antybiotyk i szybko kiepskie rokowania że jak będzie pogorszenie to skierowanie do szpitala. W środę walczyłam z gorączką ale w czwartek ból był ogromny nic nie mogłam przełykać więc...pobiegłam do przychodni gdzie natychmiast zostałam skierowana do szpitala. Wigilijny dzień 10.00 rano a ja ryczę że dzisiaj musze jeszcze miec zabieg i że zostawiam męża z małą córką totalnie samych a i sama musze sobie radzić. Jadę do jednego szpitala...szybko mnie badają i wysyłają do drugiego... na oddział zakaźny bo podejrzewają że może to być mononukleoza :( tam robią mi badania. Mąż wydzwania jak szalony my w nerwach...może uda sie wyjść chociaż na wieczerzę. Co prawda kiepsko z jedzeniem ale przecież liczy się obecność. To jest najważniejsze. Po badaniu wstępnie wykluczają mononukleozę i otrzymuję zastrzyk...antybiotyk nowy tak żeby w razie zabezpieczenia no i mojej pomocy. Zastrzyk tak bolesny że kilka sekund po jego zakończeniu mdleję z wyczerpania. Jest po 13.00. od rana na nogach jeźdżę po mieście z gorączką plus bez picia i jedzenie już prawie 24 godziny i na antybiotyku. Kiedy doszłam do sobie pani doktor na izbie przyjęć już nie było a pielęgniarka która czuwała przy mnie wręczyła mi nowe recepty i kazała wracać do domu...samej bez pytania jak się czuję czy ktoś mi będzie towarzyszył. Pani doktor przed moim omdleniem powiedziała że jak mi się pogorszy dzisiaj to mam do nich przyjechać. No ale jadę do domu po drodze zahaczam o aptekę. Wykupuję leki. W domu mąż zrobił tyle ile mógł nawet zupę papkowata dla mnie ugotował. Kładę się wyczerpana. W domu bałagan mąz wychodzi z córką na spacer bym mogła odpocząć...i kropka. Budze się jest 17.00. Widze choinki zapalone słysze od sąsiadów śpiew kolęd. W domu pachnie barszczem...córka zasypia na drzemkę. Dzięki wspaniałomyślności męża mieliśmy skromną ale piękną wigilijną wieczerzę nawet świece kupił na stół. Oboje jesteśmy wzruszenie podczas składania sobie życzeń...bo przecież mogło być inaczej. Długo się przytulamy. To nic że w domu nadal balagan a ja nie mam na nic sił jestem obolała i temepraturą huśtawkową ale te święta pomimo trudnych są już wyjątkowe.

sobota, 28 listopada 2015

przygotowania do Świąt

Czas zacząć przygotowania do Świąt, niby dzisiaj Andrzejki ale ja spędzam je z córka, bo mąż pojechał do rodziny. My zaś we dwie rozpoczęłyśmy przygotowania do świątecznych dni piekąc pierniczki :) Przepis na pierniczki, które zawsze się udają możecie znaleźć na moim blogu kulinarnym---->klasyczne pierniczki świąteczne. Oprócz przepisu znajdziecie tam zdjęcia pierniczków z dwóch ostatnich lat, niestety te dzisiejsze trafiły do puszek do leżakowania. Na ozdabianie zaczekają jeszcze kilka dni. Dzięki "pierniczkowaniu" zapachniało świątecznymi dniami, w czwartek przyszła paczka z prezentami mikołajkowymi od mojej rodzinki i jak zwykle o tej porze dopada mnie nostalgia , ze to kolejne Święta poza domem rodzinnym. Wiem, wiem mam swoją rodzinkę, ale w taki dni chciałoby się być przy rodzicach zwłaszcza, że nie wiadomo ile jeszcze będą wśród nas. No ale zawsze jest jakies "ale" żeby tam jechać. Niby wiem dlaczego tam nie jadę ale...serce nie słucha rozumu. Mój mąż postarał się jak nigdy do tej pory na moje imieniny: otrzymałam od niego bukiet róż, upiekł super ciasto i wykupił mi karnet na masaze relaksujące. Ostatnio nam się nie układało...a tutaj taka niespodzianka....może chciał załagodzić sytuację bo boi się, ze pojadę na Święta do rodziców ale tak czy siak , miły gest z jego strony. Zyczę Wam udanych ostatków i dobrego poczatku Adwentu :)

środa, 25 listopada 2015

gry i zabawki edukacyjne - dobry prezent na Mikołajki

Pozostając w klimacie zakupów mikołajkowych chciałam Wam się pochwalić moimi nabytkami ze sklepu Pepco. Lubię dziecku kupić jakąś fajną zabawkę a jeżeli przy tym jest to zabawka, która uczy i bawi to już jestem zachwycona. Obie rzeczy są polskiej firmy Alexander i są Made in Poland. Nadmienię, ze nie jest to post "sponsorowany" i nie mam żadnych umów z tą firmą czy z Pepco :) Krótko o każdej "zabawce"
1. To gra edukacyjna jak jest w nazwie pt. "Czy wiesz jaki to zwierz?". 
Gra składa z:
a. tabliczek z obrazkami - 96 szt.
b.pionka
c. planszy
d. żetonów - 60 szt.
e. instrukcji.
W grze wygrywa ten kto najszybciej odnajdzie właściwy obrazek z fragmentem zwierzęcia przedstawionego na polu , na którym stanie pionek.
Gra przeznaczona dla dzieci : 4+.

Moja córka ma niecałe trzy i dlatego schowałam jej żetony by nie brała ich do buzi za to rewelacyjnie się bawi w odnajdywanie zwierzatek a przy tym uczy się ich nazw i nazw części ciała. Ogólnie zabawa dla całej rodziny bo wieczorem siadamy wszyscy i odgadujemy i uwierzcie nawet starszy ma przy tym niezłe emocje. Pudełko gry jest kolorowe, wykonane z twardej , solidnej tektury. W środku plansza  i tabliczki również solidne. Na pudełku jasny opis, kolorowe ilustracje co zresztą widać na zdjęciu.
Grę polecam dla dzieci tych mniejszych i większych i oczywiście jako świetny prezent :)
2. Zabawka edukacyjna "Szablony"
Zawartość pudełka:
a. szablony/pozytyw - 8 szt.
b. szablony/negatyw -8 szt.
c. kredki - 12 szt.
d. ołówek -1 szt.
e. bloczek -1 szt.
f. instrukcja -1 szt.
Ja kupiłam szablony dla chłopca z pojazdami ponieważ moja córka lubi wszystko co jeździ. Jak łatwo się domyślić szablony dają dziecku możliwość narysowania różnych pojazdów i w pierwszej mojej ocenie tego co widać na pudełku były godne zakupu. Zabawka dla dzieci w wieku: 4+.
Jeżeli moje odczucia w sklepie wybierając "Szablony" były pozytywne tak po ich otwarciu byłam nieco rozczarowana. Po pierwsze na opakowaniu widnieje symbol, że "kupuj polskie , dbaj o Polskę" a w środku znajdujemy odbiegające od tych z opakowania kredki produkcji...Chińskiej :(

Szablony są wykonane z dość trwałego kartonu ale...tam gdzie usuwa się dziurki , aby narysowac np. statek czy koparkę nie zawsze te dziurki wychodzą bo np. w naszym zestawie przy koparce jak naciskało się akrton w miejscu dziurek , aby ten wypadł i można było narysowac koło, karton nie wypadał a wręcz odwrotnie im bardziej się próbowało to zrobić tym jedna z warstw szablonu całkowicie się porwała :( i nici z rysowania koparki w pozytywie.
To dwa minusy tych szablonów i w sumie zastanawiam się czy są warte ceny prawie 18 zł. Jednakże zważywszy na trwałe i kolorowe opakowanie plus świetnie opisane niewątpliwie to pozytyw. Szkoda tylko, że nie wszystkie elementy są  jakościowo polskiej produkcji i solidnie wykonane.
Szablony polecam z większą rezerwą i mieszanymi uczuciami.
Na dzisiaj tyle zabawkowych wieści. W najbliższym czasie pochwalę się jakie zabawki upolowałam w "graciarni" zachodnich rzeczy używanych. Uwielbiam drewniane zabawki i układanki a więc córkę nimi zasypuję ale o tym innym razem :)


poniedziałek, 23 listopada 2015

zakupy mikołajkowe

w sklepach jak widac już oblężenie mikołajkowe :) kupowanie w tym czasie zabawek to koszmar zwłaszcza ,że jak właczy się tv to dziecko widzi kolejne "niezbędne i cudowne" zabawki. Ciesze się, że moja córka otwiera ze zdziwienia oczy na te cudenka ale jedynie jaką zabawkę wybiera to od kilku tygodni niezmiennie domek świnki Peppy. Rodzina również zasypuje mnie telefonami co Mikołaj ma kupić małej. Część stwierdza ,że da pieniązki i by kupić coś dla niej a częśc samemu wybiera się na zakupy. Efekt już niedługo moja córcia wzbogaci swój zasób zabawek o nowe Lego Duplo, domek dla lalek itd. Domku Peppy nie dostanie gdyż wytłumaczyliśmy jej, że jest na niego za mała ale za to dostanie mnóstwo innych pięknych prezentów. W mojej rodzinie od zawsze dzieci dostawały prezenty 6 grudnia gdzie zawsze przebierał się jeden z panów i wręczał podarunki. Prezenty dostawały tylko dzieci ewentualnie słodycze dorośli. U męza w rodzinie dzieci dostają pod choinkę w Wigilię, dlatego mała będzie otrzymywac prezenty niemal przez cały grudzień. Oczywiście nie może się doczekać kiedy obdarowywanie się zacznie. Dzisiaj pierwszy dzien w przedszkolu po kolejnej chorobowej i mam nadzieję, że dużej pochodzi do przedszkola niż tydzień.

piątek, 20 listopada 2015

pęd życia

Ostatnio byłam na warsztatach o radzeniu sobie ze stresem i większość osób mówiła, że stresuje ich... pęd w jakim żyją. Pomyślałam sobie, czy w sumie nie zależy to od nas takie tempo życia? To przecież na własną rękę podporządkowujemy się wymaganiom szalonego świata. Patrząc jednak na kilka, ostatnich dni minionych sama biegam z duszą na ramieniu i mokra od wysiłku. Codziennie wracałam do domu ok. 20.00. Nie wiem jak Wy ale ja mam ciągle wyrzuty sumienia, ze coś powinnam jeszcze zrobić... że ciągle trzeba gdzies gonić a i tak wiele razy ma się przeświadczenie, że brakuje czasu :(:( efekt? stres nas niszczy dosłownie niszczy. Coraz młodsi trafiają do kardiologa, psychologa czy psychiatry itp. coraz więcej osób stwierdza "nie radze sobie, mam dość"...a czasami chciałoby się zaśpiewać:
"niech ktoś zatrzyma wreszcie świat , ja wysiadam"-----> https://www.youtube.com/watch?v=RJsTBwHT6TY
i tak znowu nadchodzi czas gonitwy przedświątecznej i mnóstwa stresu dodatkowego. Dobija mnie fakt, ze już przed 1.11. pojawiły się w niektórych sklepach ozdoby bożonarodzeniowe. Mnie to stresuje sama wizja, że trzeba zacząć przygotowania i szykować, szykowac a w święta myśleć czy wszystkim smakowało czy czegoś się nie zapomniało.No i jeszcze te odwiedziny.... :( :( same stresy :(

środa, 18 listopada 2015

refleksyjnie

Zmęczona ,wtulona w córki włosy zasypiam...czuję jej oddech i wiem dla kogo  i w imię czego to robię. Odkrywam kazdego dnia sens bycia matką...czasem nie wierzę, że nią jestem...czasem nie wierzę,że urodziłam ,że już mam przedszkolaka małego w domu...że mam te 30 i kilka lat. Za miesiąc moje urodziny i jak zwykle dopadają mnie myśli co wydarzyło się do tej pory w moim życiu a co bym chciała by się jeszcze wydarzyło... :)
obrazek ze strony: www.tbscene.com

poniedziałek, 16 listopada 2015

chorobowo na bis

Niestety dzisiaj znowu musiałam iść z córką do lekarza. Tydzień chodziła do przedszkola a teraz kolejny antybiotyk. Ostre zapalenie gardła wirusowe :( drugi antybiotyk w miesiącu. Mała źle wygląda i ma gorączkę, katar, kaszel itd. Oczywiście zostaję w domu z małą....nie wiem jak to tłumaczyć pracodawcy ale całe szczęscie część swoich obowiązków mogę wykonywać wieczorami i popołudniami więc będę się wymieniać z mężem. Zmęczenie jednak daje się we znaki bo i noce są cięzkie, w dodatku w weekendu praktycznie nie miałam bo byłam na zjeździe na studiach, dom trzeba ogarnąć, obiad ugotować i ciągle pranie bo mała często zwraca. Nie mówię już o przygotowaniu się do pracy, ponieważ mam pracę, która wymaga przygotowywania się z dnia na dzień..zostaje na to noc ale w nocy mała też kaszle , wymiotuje itd. Nie chciałam na ten tydzień wziąć zwolnienia lekarskiego bo czuję ,że na następny będzie potrzebne a więc musze wszystko łączyć. Szkoda,że nie wszyscy rozumieją moje podejście do pracy i domowych obowiązków. Niestety mąż ciągle mnie krytykuje, ostatnio zrobił się uszczypliwy i w ogóle nieprzyjemny. Jest mi z tego powodu przykro, gdyż on uważa ,że w ogóle nic nie potrafię robić. Podnosi mi ciśnienie, kiedy słyszę, że to ja stawiam pracę na pierwszym miejscu, że nie dbam o dom itd. Do tej pory mój mąż nie wziął ani jednego dnia wolnego z powodu choroby dziecka, a opiekę na dziecko wykorzystał na ....wyjazd na konferencję naukową. Przytaknęłam na to, pomyślałam ma do tego prawo. Nie chodzi mi o to żeby chodził na opiekę nad dzieckiem, bo ja stwierdził on i teściowa, że ja mniej zarabiam to mniejsza strata dla rodziny.  Dla mnie logiczny argument ale ja dopiero zaczęłam prace i jeżeli od września będę co drugi tydzień na opiece nad dzieckiem to kiepsko to widzę. Lubię być z małą w domu, lubię ją przytulać i dbać o nią ale jak przychodzi mąz słysze tylko to źle, tam to źle...i oczywiście jego zdaniem nic nie jest zrobione. Na to wygląda, ze w naszym domu sam obiad sie gotuje, pranie samo się pierze, pościele się oblekają i w ogóle jakieś czary domowe, a ja siedzę i... stawiam prace zawodową na pierwszym miejscu :D przepraszam...ale musiałam się wygadać bo ostanie dni były między mną a mężem napięte, nawet kazał mi jechać do rodziców do których jeżdżę raz do roku na wakacje. Postanowiłam sobie, że pojadę na święta do rodziców a niech mąz jedzie doswoich i albo weźmie dziecko  (to by było najlepsze bo by w końcu zobaczył jak ja byłam ponad dwa tygodnie sama z córką na wakacjach i jak odpoczęłam) albo ja wezmę córkę ze sobą, to jednak byłoby wygodne dla niego, bo nie miałby żadnych obowiązków i tak jak na wakacjach....ja męczyłam się sama z dzieckiem a on sam robi co chciał setki kilometrów od nas i do telefonu miał czelność powiedzieć mi, że...nie odpoczął!! Dlatego najlepiej wyjechać oddzielnie bo nie mam ochoty znosić nie dość, ze na co dzień to i w Święta jego uszczypliwych uwag. To był taki pierwszy odruch ale muszę to przemyśleć.Jestem zmęczona i ciągle mam wyrzuty sumienia, że chcę dużo zrobić i w domu i w pracy a nie jestem idealna i nie wychodzi tak cudownie jak powinno, ale kogo to obchodzi co się u mnie dzieje? ehh...wypisałam się .

sobota, 14 listopada 2015

Francja, Francja...Europo pobudka

Milczenie i żałoba...tyle słów w takim momencie się ciśnie na usta i tyle zostało wypowiedziane...życie jest takie kruche.
Nie wiem jak można upatrywać satysfakcję i zwycięstwo w tym ,ze się kogoś zabiło. Jednak musze jeszcze coś napisać: "Europa od dawna robiła wszystko by doprowadzić do takich sytuacji jak ta we Francji. Bezmyślnie przyjmuje się falę niby-uchodzców. Nie mówię by tego nie robić ale by robić to zdroworozsądkowo i nie w takich ilościach i większość mężczyzn młodych, silnych i...niby poszkodowanych przez wojnę. Po drugie wspieranie Islamistów dając im kasę na zapomogi, świadczenia itd. Jak dodamy fakt militarnych ataków to wszystko zazębia się. Nie jestem politykiem a zwykłym obywatelem i tak czesto się pytam dlaczego z decyzje tych na górze zawsze muszą płacić zwykli, przypadkowi, anonimowi obywatele. Dlaczego szafuje się życiem swoich obywateli, w imię czego lub kogo? To mnie najbardziej boli, że przy fali uchodźców i całym układzie politycznym na świecie życie nasze to pionek, jest nic nie warte...mówi się o bezpieczeństwie a z drugiej strony tego bezpieczeństwa nie ma. Dla mnie kolejny dowód na bezsilność wielkich tego świata.

piątek, 13 listopada 2015

Piątek Trzynastego - bunt dwulatka czy lęki trzylatki ?

Wstając dzisiaj rano nie zdawałam sobie, że dzisiaj taki dzień...nie jestem przesądna ale...od północy mała budziła się chyba z 20 razy z jękiem i w sumie nic jej wielkiego nie było ale trzeba było jednak wstać do niej i uspokajać. Rano wstała o 7.00 i w sumie z żołnierską precyzją ubrałyśmy się i poszłyśmy na autobus do przedszkola. Wszystko fajnie gdyby nie...w autobusie tłum ludzi bo to było ok. 8.00. Żałowalam, ze ten jeden przystanek nie przeszłyśmy piechotką, no ale jak już w tym autbusie...jakiś młodzieniec z kucykiem rozłożył swe konczyny dolne przed nosem mojej córki, która potknęła się o nie i runęła jak długa na środek autobusu. Podniosła głowę i widząc żująca żuchwę właczyła syrenę w niczym nie chciała się podnieś i przejechała cała drogę leżac na brzuchu na środku autobusu i wyjąc przy tym donośnie , waląc rekami i nogami w podłogę. Na kolejnym przystanku gdy tylko zatrzymał się pojazd wyciągnęłam z niego córkę i ryczacą próbowałam zaprowadzić do bram przedszkola. Efekt? większy ryk, wyrywanie się za...autobusem bo dopiero teraz mała uświadomiła sobie, że podróż autobusem się skończyła i trzeba iść do przedszkola. Koniec..ryczała dobre parę minut w końcu za rękę weszła do przedszkola ale w holu głównym przypomniała sobie, że "pobije przedszkole" i zaczęła walić rękami w drzwi szatni. Zaczęłam wołać nauczycieli, aby mi pomogły bo nie daję rady ją trzymać. Przyszła wychowawczyni zabrała małą ryczącą i wymiotującą, mi kazała uciekać. STałam za drzwiami w holu i serce mi się kroiło. Inne matki pytały co się stało, bo przecież córka ani razu nie płakała w przedszkolu i wychodziła z domu z uśmiechem...kiedy płacz małej ucichł za drzwiami podreptałam do pracy. Zastanawiam się czy to z powodu leków , które ostatnio jej się pojawiły czy może to jeszcze jakieś objawy buntu dwulatka, który nieco przycichł...a może to jednak ten Piątek Trzynastego :( ??? boję się popołudnia :( 

wtorek, 10 listopada 2015

Książka blogerek "Aniołkowe mamy"

Dzisiaj kolejna książka z cyklu tematycznym o odejściach...książka,która trafiła do mnie przez przypadek w nagrodę za konkurs i została u mnie na stałe :) Książka będąca zapiskami blogów mam, które straciły swoje dzieci...przeżyły poronienia. Blogowe mamy aniołków piszą o swoich emocjach, trudnościach i powrocie do z pozoru normalnego życia po stracie.Czy łatwo jest żyć po stracie? Czytamy pełne wzruszenia wspomnienia mam...do książki dołączony jest rozdział fachowych porad specjalistów traktujący o poronieniu i żałobie. Polecam kazdemu...bez względu czy jest si,ę mamą po stracie czy tatą po stracie czy tylko osobą, która gdzieś słyszy o takich osieroconych rodzicach. Warto czytać by uświadomić sobie czym jest poronienie...co przezywają takie osoby...i czasami zastanowic się co się mówi. Wiele razy słyszałam jak jakieś panie dopytywały młodą kobietę dlaczego jeszcze nie mają dzieci po ślubie, lub wręcz atakowały ,że teraz to młode kobiety chcą się realizować, używac świata...jakże szybko oceniamy i łatwo przychodzi nam krtykowanie...czasem warto pomyśleć i zamilknąć.
Warto też spojrzeć czy jakaś rodzina nie potrzebuje wsparcia , pocieszenia lub zwyczajnej obecności. Mamy solidaryzujmy się z tymi,które przeszły przez piekło poronienia.

poniedziałek, 9 listopada 2015

"nudzi mi się..."

"Nudzi mi się..." pewnie wiele razy kazda z nas to słyszała od swego dziecka. U nas obecnie to chyba najczęsciej powtarzające się zdanie...córka nudzi się wszystkim po kilku minutach, ba nawet nie minutach ale sekundach. Na nic kupowanie magazynów typu "Świnka Peppa", "Mini Mini plus", kolejnych książeczek , klocków itd. Wszystko skutkuje na krótko...jedynie nad kolorowankami potrafi posiedziec ale też nie za długo. A ty rodziców myśl, myśl...czytamy, rysujemy wspólnie, bawimy się w "starego niedzwiedzia, kółko graniaste, "balonika" itd. Czy każdy ma tak wychowując jedynaczkę??? my po weekendzie jesteśmy niczym najlepisi animatorzy czasu wolnego dla dzieci a jednak nasze dziecko i tak mało zadowolone :( :(

sobota, 7 listopada 2015

powroty

Wracamy do świata normalnie funkcjonujących po dwóch tygodniach wycięcia...córka w poniedziałek do przedszkola a ja do pracy, z tym,że ja od czasu do czasu pojawiałam się w pracy bo niektóre sprawy były pilne i nie mogłam sobie pozwolić na całkowity luz chorowania pomimo L4 :( zapalenie oskrzeli za nami... jesteśmy w skowronkach ale mała coś grymasi odnośnie powrotu do przedszkola. Do tej pory nie było dnia, aby nie szła zadowolona do przedszkola ale dwa tygodnie przerwy zrobiło swoje. Zobaczymy w poniedziałek. Cieszę się, że wracam do pracy na cały etat...jednak dobrze mi to robi dla psychiki i relacji z mężem (mniej spięć). Plus dla wyglądu. Kupiłam ostatnio w drogerii dwie szminki koloru czerwonego i dwa lakiery: bordo i ciemna zieleń. Malując paznokcie i usta poczułam się kobieco i zwyczajnie lepiej. Nie wiem czy kiedyś faceci to zrozumieją, że kobiety tak mają...ale ja czuję się lepiej kiedy pomaluję sobie paznokcie, napiję ulubionej herbaty czy wezmę pachnący prysznic...itd. Dzisiaj zobaczyłam piękny czerwony kapelusz z kwiatem na boku....obłęd...taki zimowy w stylu lat 20stych XXwieku. Miłość od pierwszego wejrzenia....zapytałam o cenę i...nogi mi się ugieły pode mną. Zrezygnowałam...ale pomyślałam ,że po wypłacie może go sobie kupię. Nie przewidywałam takiego sporego wydatku dla siebie...myślałam na Mikołajki kupić córci domek świnki Peppy, o którym ciągle mówi, ale jednak w budżecie trzeba ująć te dwa wydatki...może do wypłaty zmienię zdanie,że tego kapelusza nie potrzebuję...a może trafię na inny tańszy. W tym miesiącu chyba będzie u mnie dziura budżetowa :) a mówiąc o zakupach, mąż kupił w zwyaczajnym sklepie legginsy dla małej takie na zime ocieplane. Super sprawa...jednak ja kupiłam dzisiaj na targu identyczne , tej samej firmy ale o połowe taniej. Powiedzcie mi dlaczego są takie kolosalne różnice w cenach??? ta sam rzecz w jednym kosztuje 20 zł a w drugim 10 zł.

piątek, 6 listopada 2015

rozmowy o śmierci i umieraniu

W listopadowe dni zadumy nad grobami chciałabym Wam zaprezentować dwie książki z mojej domowej biblioteczki. Kiedyś o nich już wspomniałam.

Książki, które traktują o odchodzeniu...temat tak trudny ale jakże życiowy, dotykający każdego z nas dlatego chciałam "zaproponować " Wam coś co może komuś pomoże przeżyć własną, osobistą żałobę lub kogoś innego. Lektury, które są w mojej domowej biblioteczce z powodów zawodowych i moich pasji są "życiowe" - pomocowe. Dlatego zacznę od typowej lektury dla osób, które pomagają osobom odchodzącym i ich rodzinom ale także dla wszystkich , którzy chcą zrozumieć swoje przeżycia.

"Rozmowy o śmierci i umieraniu"

Książka zawiera rozmowy autorki przeprowadzone w jednym ze szpitali w Chicago ze śmiertelnie chorymi, którzy dzielą się swoimi obawami, troskami, nadziejami i oczekiwaniami dotyczącymi zachowania rodziny, duchownych i personelu szpitalnego.Rozmowy o śmierci i umieraniu mogą pomóc nam stawić czoło, profesjonalnie i osobiście, końcowemu etapowi ludzkiego życia, uświadamiają także jak ważną rolę może odegrać każdy z nas towarzyszący umierającemu.Lektura pomogła i mnie i wielu znajomym zrozumieć co się dzieje z ich blizkimi, dlaczego tak a nie  inaczej zachowuje się chory, odchodzący...dlaczego budzą się w nas takie a nie inne myśli, emocje...polecam z całego serca. 

"Zorkowania" Agnieszka Kaluga

Książkę, którą otrzymałam jako nagrodę w jednym z konkursów internetowych, w którym brałam udział. Ksiązka, która wbiła mnie w fotel. Dziennik kobiety-blogerki, która piszę o swoich doświadczeniach bycia wolontariuszką w hospicjum. Autorka Agnieszka Kaluga obiecała umierającej córeczce, że sobie poradzi w dalszym życiu. Teraz pomaga innym. Odnalazła swoje miejsce...w hospicjum gdzie życie przecina się ze śmiercią. Spędza czas z tymi, którzy odchodząc potrzebują często obecności drugiej osoby do zwykłych prozaicznych czynności a niejednokrotnie przede wszystkim do podzielenia się swoim życiem. „Zorkownia” to zapis najpełniej przeżytych chwil i kilkanaście pięknych zdjęć z życia. To poruszający dziennik odkrywania nadziei i miłości tak wielkiej, że nie da się jej zamknąć w jednym słowie. To wzruszająca opowieść o tym, co najważniejsze.Książka to część zapisów z bloga, który prowadzi autorka a który otrzymał aż trzy wyróżnienia w konkursie na BLOG ROKU 2011. Ponizej link do bloga:
http://www.zorkownia.pl/
Książka ta została rekomendowana przez znane osoby, które zajmują się pomaganiem innym ale dla mnie była to książka, która pomogła mi uporzadkować przezycia kiedy sama jako wolontariuszka chodziłam do hospicjum. To było tylko 3 miesiące ale to było aż 3 miesiące...dla wielu przeze mnie spotkanych osób ostatnie chwile życia.
Polecam Wam obie książki, gdyż tak jak pisałam wcześniej we wstępie do tego postu...książki dzięki, którym możemy dotknąć realiów odchodzenia, towarzyszenia takim osobom...o przeżywaniu żałoby.


środa, 28 października 2015

Kampania Nestlé CHEERIOS OATS -Streetcom

Paczuszka już jakiś czas do mnie zawędrowała ale niestety rozłożyło nas choróbsko i dopiero teraz mam chwilkę by się nią pochwalić.
Płatki powyższe różnią się tym od innych,że są z owsa  zawierają cenne witaminy i skłądniki pokarmowe a zwłaszcza substancję Betaglukan<----kilk jeżeli chcesz się dowiedzieć co to takiego. Ogólnie mówiąc składnik ten pomaga obniżyć poziom cholesterolu w organiźmie zjadając zaledwie 3 g dziennie. Betaglukan zapobiega także występowaniu cukrzycy typu 2, zmniejsza ryzyko wystąpienia choroby wieńcowej, obniża ciśnienie krwi, zapobiega powstawaniu nowotworów układu pokarmowego.Dla mnie świetny sposób na smaczną i zdrową dietę dla mnie dla męża a nawet dla córki. Przekonuje mnie też to, że te płatki zostały wyróżnione przez Fundację Rozwoju Kardiologii im. prof. Zbigniewa Religi - http://frk.pl/. Polecam Wam jeżeli macie ochotę zadbać o swoje serce...a po drugie łatwy sposób na śniadanie , zdrowe bez przeliczania kalorii i wymyślania różnych składników śniadania.
Rozdałam już kilka torebek w pracy z tymi płatkami i moje opinie się potwierdzają , fajny słodkawy smak i chrupiące śniadanie a przy tym zdrowe.
Cena przystępna, zwłąszcza ,że w tym tygodniu w Tesco jest na te płatki promocja oraz w sieci Spar płatki te wchodza obecnie jako nowość i można było kupić po okazyjnej cenie 4 zł.
#CheeriosOats #ChrupkiePlatkiOwsiane

czwartek, 22 października 2015

sobota, 17 października 2015

studia, studia...

Zaczęło się... od 1 października mamy rok akademicki ...nowy...a ja dziś zaczęłam kolejny semestr na studiach podyplomowych. Całe szczęście to drugi ale wolałabym, żebym był ostatni...no ale za rok tak będzie i chyba będę wtedy skakać z radości. Mało tego...zjazdy ustalili mi co tydzień :(:( nie dość, że mało czasu spędzam z córką na tygodniu to i w weekendy tez z tym będzie kiepsko. Mąż tym razem obciążony bardzo nowymi obowiązkami i opieką nad małą. No cóż takie życie :( chcą dostać dobrą pracę i nie martwić się o przyszłość trzeba się ciągle dokształcać...takie realia polskiej rzeczywistości. Człowiek dokształca się za własne pieniądze i wcale to nie ma przełożenia na wysokość pensji, przynajmniej u mnie. Może jedynie na szansę utrzymania się na stanowisku i otrzymania lepszej propozycji pracy.

czwartek, 15 października 2015

Dzień Dziecka Utraconego - Serwis dla rodziców po stracie dziecka

Dziś Dzień Dziecka Utraconego...dzień wszystkich osieroconych rodziców małych aniołków, które nie zdążyły dorosnąć. Tak wiele się słyszy, że łatwo miec dziecko, że trzeba upowszechnić aborcję itd. Niech Ci co tak chcą i mówią posłuchają ile rodziców traci dzieci zaraz po poczeciu, ilu rodziców boryka się z trudnościami z poczeciem, bezpłodnością, niepłodnością...in vitro nie jest lekiem na ból po stracie kolejnych ciąż-dzieci, jest szansą na urodzenie dziecka, ale nie jest lekiem. Dlaczego 15 październik jest Dniem Dziecka Utraconego? ponieważ tyle trwa ciąża począwszy od 1 stycznia. Więcej o tym dniu można przeczytać na stronie:
Serwis dla rodziców po stracie dziecka
Jestem mamą od jednego aniołka ale sama nie potrafię o tym jeszcze mówić.Czas, czas może uleczy ranę.  
Palę znicz na grobie dzieci zbyt wcześnie utraconych...i pochylam się nad bólem rodziców osieroconych. Jedynie cicha obecność może im pomóc i nie udawanie, że nic się nie stało. Żałoba, cicha i milczaca...ale jakże potrzebna...jakże potrzebny mały grób, nadanie imienia...i odwaga by iść do przodu i kochac życie.

środa, 14 października 2015

Dzień Nauczyciela i radosne chrupanie czyli nowa kampania Streetcomu

Na wstępie powiem tak...dziś dzień świąteczny dla wszystkich nauczycieli...poszłam rano z Królewną do przedszkola zaopatrzona w trzy torebki prezentowe a w nich słodkości dla Pań: Rafaelo plus czekolady Wedla :) oczywiście dodałam coś od siebie osobistego czyli dla każdej anioła z masy solnej. Oczywiście moje dziecko w szatni dojrzawszy zawartość torebek nawet nie miała ochoty wychodzić na salę tylko chciała spałaszowac smakołyki...o uroczystym wreczaniu można było zapomnieć.  Po długich tłumaczeniach weszła na salę a pani dyrektor usłyszała przy wręczaniu prezentu zamiast życzeń...zazdrosne burczenie i słowa: "Masz , to dla Ciebie...prezent (dodane nieco ciszej)". Panie wychowawczynie nie wiem jak przebrnęły przez życzenia od mojej córki ale usłyszałam tylko, ze jeden anioł "sfrunął" na dywan bo mała zanim doszła do swojej sali wywróciła się z torebkami prezentowymi. Pierwszy Dzień Nauczyciela w przedszkolu za nami...a za co dziękuję tym paniom? a między innymi za to:
Po dwóch dniach w przedszkolu pytam córkę:
- Co robiłaś dzisiaj w przedszkolu?
- Bałaganiłam mamo" -jej szczera odpowiedź.

Po 1,5 miesiąca w przedszkolu na to samo pytanie odpowiada:
- Bałaganiłam ale posprzatałam. - i słysze w jej głosi dumę".
Dziękuję za to, ze moja córka z uśmiechem chodzi do przedszkola, że ciągle mówi same pozytywy o przedszkolu pomimo, ze dostaje czasem tam kary krzesełka-odpoczynku. Za to, ze nauczyli ją ,że warkocze na głowie to nic strasznego a picie z kubeczka to czysta przyjemność :) itd. itd. Same plusy przedszkola :)

A z radosnych wieści to dostałam się do nowej kampanii Nestlé CHEERIOS OATS na Streetcomie i już czekam na paczuszkę , która lada chwila do mnie zawita z pysznymi płatkami śniadaniowymi...happy :):)
Oczywiście zdjęcia i relacje zamieszczę w innych postach :)
 CheeriosOats #ChrupkiePlatkiOwsiane

wtorek, 13 października 2015

dzień uśmiechu

Idąc dzisiaj do pracy spotkałam wiele osób uśmiechających się do mnie...czyżby dzisiaj był dzień uśmiechu, radości...pomimo pogody, szarości i zabiegania (około 8.00) większość mężczyzn uśmiechała się do mnie. Mężczyzn w róznym wieku...aż sprawdziłam czy wszystko ze mną ok. Czy może makijaż mi się rozmazał, we włosach mam robaka , dziurę na kurtce itd. Pomyślałam później, ze już źle ze mną...nie wierzę, że ktoś po prostu może się uśmiechnąć do drugiej osoby tak bez powodu...może...nie wiem tylko dlaczego byli to sami meżczyźni, zaznaczam, iż byli to zarówno młodzi mężczyźni jak i dziadziusiowie o lasce. Poczatek dnia pomimo szalonego tempa porannego zaliczam do udanych...zobaczymy jak będzie dalej, gdyż idę po pracy kupowac buty dla malutkiej i robię na obiad pierś kurzą w suszonych pomidorach..."tempo, tempo, tempo"- to ostatnio moje najczęściej używane słowa :) a więc Kochane pomimo wszystkich minusów dnia...uśmiechnijmy się :):)

poniedziałek, 12 października 2015

starania o dzidziusia...poczęcie i ciąża...PCOS.

Ostatnio wśród naszych znajomych dużo jest par, które starają się o poczęcie lub własnie dowiedzieli się, że będą mieli dzidziusia. Zmobilizowało to i nas do pomyślenia czy nasza Królewna nie powinna mieć rodzeństwa. Oczywiście uważamy, ze powinna ale czy teraz jest dobry na to moment? no właśnie...kalkulujemy i widzę, że mąż coraz częsciej wspomina o drugim dziecku, ale ja jestem nie gotowa, ba ja jestem przerażona, że dopiero wróciłam na pełen etat do pracy, córka poszła do przedszkola a ja mam znowu zachodzić w ciążę, zajmowac się noworodkiem itp. Pragnę drugiego dziecka...ale jestem zmęczona zajmowaniem się obecnym zwłaszcza, iż ostatni czas nie był najłatwiejszy. Miałam swoiste "parcie" na dziecko gdy Mała skończyła 1,5 roku i bardzo chciałam wtedy dla niej rodzeństwa ale...to minęło...teraz jest tylko obawa, stres i zmęczenie. Moja przyjaciółka z lat studiów właśnie kilka dni temu poinformowała mnie, że będzie po raz drugi mamą, a ma zaledwie 9miesięcznego bobasa w domu...jednak chcieli rok po roku by później w jednym czasie wychować dwójkę i wrócić do pracy. Ja trochę żałuję, że tak nie zrobiłam, ale...teraz kiedy Królewna ma prawie 3 lata...jest mi ciężko rozpocząć starania się. Rozpocząć?... tak rozpocząć...ostatnie usg jajników jasno pokazało, że na ciążę fizjologiczną bez wspomagania hormonalnego mogę nie liczyć. Pierwsze dziecko lekarze okreslają jako cud przy moich zmianach jajnikowych. Byłam u trzech ginekologów i każdy jasno mówił, że leczenie i ewentualne poczecie może trwac nawet latami więc nie powinnam zwlekać zwłaszcza, że po trzydziestce każdy rok przynosi spadek szans na poczęcie. PCOS nie jest diagnozą, że nie będzie się miało dzieci...teraz już wiem...PCOS to zespół policystycznych jajników, który powoduje, że poczęcie nie jest łatwą sprawą i wymaga wspomagania. Niestety są też osoby dla których PCOS jest "skazaniem na bezdzietność". Smutne i przykre ale tak jest. Pomimo PCOS i wizji długotrwałego leczenia nie jestem w stanie zdecydowac się teraz na dziecko. Może za rok zacznę leczenie hormonalne, albo za dwa. Myślałam, że przed 35piątką wyrobię się z urodzeniem drugiego dziecka ale niestety tak nie będzie i to z mojej świadomej decyzji. Po prostu się boję i nie czuję się gotowa na ciążę.

czwartek, 8 października 2015

postanowienia i ....

Od jakiegoś czasu mówię sobie, że mniej będę krzyczeć, mniej narzekać, więcej rzeczy zmienie w sobie i w ogóle zrobię kilka zaległych...typu wyczyszczę tapicerkę w fotelach i krzesłach w domu. Niestety kiedy przychodzę do domu po pracy szybko gotuję obiad i biegnę po córkę do przedszkola po drodze robiąc szybkie zakupy. Obecność córki ostatnio to jazda bez trzymanki...w domu odreagowuje emocjonalnie cały stres przedszkolny...a więc do około 22.00 oboje z męzem chodzimy na rzesach po czym padamy z kolejnymi obietnicami w  myślach, że znajdziemy na wszystko czas na co nie znaleźliśmy dzisiaj. Niestety noc jest z kilkoma pobudkami i czasem z wymiotami. Córka leczy przeziebienie i wymioty są na porządku dziennym. Zmęczeni idziemy spać i budzimy się...czekamy weekendu ale i on nie przynosi odpoczynku bo wtedy akcja za akcją. Jak znaleźć czas dla siebie na relaks, na zaległe sprawy?? eh...bycie rodzicem to praca 24 godzin na dobę.

niedziela, 4 października 2015

Anielski konkurs

Dziś obiecany konkurs...dziś ponieważ 4 października jest Aniołów Stróżów - święto...niestety nie usłyszałam o tym będąc na mszy dziecięcej więc bardzo się rozczarowałam bo ksiądz gadał o jakiś dyrdymałach a przecież cóż piękniejszego powiedzieć dzieciom, że każde ma swojego anioła, który go strzeże. W swoim życiu poznałam osoby wierzące i niewierzące, które wierzyły w anioły a nie koniecznie w Boga a więc...już przechodzę do sedna sprawy. Konkurs jest bardzo przyjemny otóż co nalezy zrobić:
1. obejrzeć poniżej zdjęcia i napisac który numer anioła Ci się podoba i które kolczyki
2. napisać przez siebie wymyślony napis na anioła, będzie to dla mnie inspiracja w tworzeniu aniołów z masy solnej np. te na dole mają "Anioł na zdrowie", "Anioł sukcesu"
To wszystko, wystarczy spełnić te dwa punkty i każda osoba ma jeden los w losowaniu nagród.
3.pierwszy dodatkowy los można zdobyć za polubienie strony bloga na facebooku
- klik----> Wyspa Mam
4. drugi dodatkowy los za udostępnienie posta konkursowego znajdującego się na stronie na swoim profilu. 
Uwaga: punkty 3 i 4 nie są obowiązkowe - aby wziąć udział w losowaniu nagród nalezy spełnić  punkt 1 i 2. 
 NAGRODY - ze względu, że chórów anielskich jest podobno 9 to 9 jest miejsc nagrodzonych
Pierwsze miejsce: duża  figurka anioła plus kolczyki decoupage
Drugie miejsce : duża figurka anioła plus kolczyki koralikowe
Trzecie miejsce: duża figurka anioła plus nagroda niespodzianka
Czwarte, piąte i szóste miejsce: kolczyki
Siódme, ósme i dziewiąte miejsce: małe figurki aniołów. 
Nie zamieszczam zdjęć nagród gdyż one będą się tworzyć pod pomysł osoby wygranej.
CZAS KONKURSU OD 4 PAŹDZIERNIKA DO 24 PAŹDZIERNIKA 2015 ROKU

WZÓR ZGŁOSZENIA DO ROZDANIA
1. głosuję na anioła nr....i kolczyki nr......
2. proponowany napis "........................"
3. Polubiłam stronę tak/nie - jako imię i pierwsza litera nazwiska
4. udostępniłam posta na swoim profilu: tak/nie 

OTO ANIOŁY 
  1. ANIOŁ NR 1. 
     
  2.  ANIOŁ NR 2.  
    3. ANIOŁ NR 3
    4. ANIOŁ NR 4.
    5. ANIOŁ NR 5.
    6. ANIOŁ NR 6
    7. ANIOŁ NR 7
    8. ANIOŁ NR8
     

    9. ANIOŁ NR 9
    10. ANIOŁ NR 10
    11. ANIOŁ NR 11.
    1. KOLCZYKI NR 1
    2. KOLCZYKI NR. 2.
    3. KOLCZYKI NR 3.
    4. KOLCZYKI NR. 4.
    5. KOLCZYKI NR 5.
    6. KOLCZYKI NR 6.
    7. KOLCZYKI NR 7.
    8. KOLCZYKI NR. 8.

    9. KOLCZYKI NR. 9.
    10. KOLCZYKI NR. 10.
    11. KOLCZYKI NR 11.
    12. KOLCZYKI NR. 12.
    13. KOLCZYKI NR. 13.
 WSZYSTKIE POWYŻSZE ANIOŁY I KOLCZYKI WYKONAŁAM SAMA DLATEGO ZABRANIAM ROZPOWSZECHNIANIA ZDJĘĆ . 
ZAPRASZAM DO KONKURSU :):) 

piątek, 2 października 2015

zapowiedź konkursu

Kochani...na poczatku października jest święta Aniołów Stróżów...kto wierzy lub nie w anioły będzie mógł wziąć udział w konkursie na moim blogu. Ogłoszenie konkursu nastąpi dnia 4 października a dlaczego...o tym w tym dniu. Do wygrania będą figurki aniołów oraz kolczyki. Zapraszam...
Z życia codziennego ...córka uwielbia chodzić do przedszkola, ja do pracy...i nic dodac nic ująć życie toczy się jesiennym tempem co prawda kichająco- prychającym ale pozytywnym :) wszystkim Wam życzę samych pogodnych i radosnych jesiennych dni :)

poniedziałek, 28 września 2015

życie studenckie a życie po studiach

Od czerwca wracają do mnie myśli o bilansie mojego życia studenckiego a obecnego. Dlaczego? w czerwcu minęła okrągła rocznica ukończenia studiów magisterskich mojego rocznika. Ile to już lat? nie zdradzę ale powiem tylko, że nie było wtedy jeszcze studiów dwustopniowych :) co jakiś czas myślę o tym jak wygląda moje życie teraz a jak wyglądało, jak wiele myśli i marzeń z czasów studiów zweryfikowało życie.Nie wszystko na minus :) Oto kilka punktów dla mnie ważnych:
- podczas studiów miałam wiecej czasu dla siebie i więcej spałam, odpoczywałam niż teraz...to oczywiście jasne ponieważ mam małe dziecko :)  ale nie wyszłam zaraz po studiach za mąż, byłam te parę lat wolnym strzelcem więc róznie z tym odpoczynkiem bywało i po studiach.
- podczas studiów jeździłam do rodziców kilak razy do roku, teraz raz do roku na wakacje ale prawie miesięczne,
- relacje z rodzicami były częstsze i głębsze podczas studiów ale odkąd mam rodzinę myślę, że są bardziej zrozumiałe i więcej możemy ze sobą dzielić,
- moja przyjaźnie zawarte na studiach zweryfikowało życie po..czyli niektóre niestety okazały się dość fałszywe, tylko na czas kiedy coś się potrzebowało...wraz z zakończenie studiów osoby te znikły i przestały się odzwyać, inne zaś jeszcze z rok pisały, dzwoniły, spotykałyśmy się a póxniej śmiercią naturalną również się zakończyły...inne zakończyły się wraz z moim ślubem, inne z urodzeniem dziecka i przeprowadzką... a jeszcze inne kilka tygodni temu tak w sumie bez powodu...i to najbardziej boli. Masz przyjaciela od lat i nagle ten przyjaciel przestaje odpowiadac na smsy, e-maile, nie odbiera telefonów. Ból...a przecież tyle łaczyło...mamy dzieci w podobnym wieku i pomimo dzielacych kilometrów byłyśmy sobie bliskie. Inna osoba przyjaciółka od liceum też nagle milknie...nie mam z nią kontaktów. Jednak na całe szczęście są takie przyjaźnie, które trwają latami...które pomimo kilometrów są...kiedy jest dobrze i kiedy jest źle, kiedy postępuje się mądrze i kiedy głupio lub kiedy się upada. Zawsze te osoby były i są otwarte na pogaduchy, wsparcie i dzielenie się życiem. Najdziwniejsze, że żadna z tych osób nie studiowała ze mną na moim kierunku i na roku :) ale to teraz nie ważne.
- podczas studiów miałam narzeczonego, po studiach też, ale już innego i to ten został moim mężem, w obu okresach spotykałam się też z różnymi facetami, wszystko przerwał ślub i założenie rodziny
- zawsze w moim życiu były dzieci najważniejsze w pracy...a teraz i w życiu osobistym -moja królewna
- zmieniły się wartości - kiedyś wykształcenie i praca były na pierwszym miejscu teraz dziecko i rodzina, dom. Owszem rozwój osobisty jest ważny ale nie najwazniejszym,
- zmienił się mój styl i zainteresowania, z braku czasu, chęci a raczej niechęci do marnowania czasu na bieganie po sklepach z bibelotami, biżuterią...krótko mówi,ąc z powszedniałam...a na studiach byłam uważana za oryginalną osobę, która zaskakuje połączeniami stylów,
- musze się przyznać, że w mniejszym stopniu pamiętam o wszystkich imieninach, urodzinach etc. tych najważniejszych osób to i owszem ale jakiś dalszych znajomych jest mi ciężko,
- na studiach i po nich częsciej wyjeżdżałam, zwiedzałam i robiłam wiele rzeczy, których teraz nie mogę...dlatego uważam, że studia to czas na wiele rzeczy, których później nie będzie można robić w takim stopniu jak jest się bez zoobowiązań,
- a na końcu...po studiach częsciej się przeprowadzałam niż podczas studiów. Piszę to sama zaskoczona tym odkryciem ale tak jest....zaś na studiach więcej czytałam i byłam zawsze na topie nowości czytelniczych teraz no cóż :(
Jak widać nawet po tej krótkiej liście wiele się zmienia ale niekoniecznie na gorsze...uważam, ze na wszystko jest czas i miejsce. Obecnie w tym momencie życia, w którym jestem...jestem kobietą szczęśliwą...ale szczęśliwą nie idealnie...ale szczęśliwą życiowo...moze wiele bym zmieniła w sobie, w pracy, w rodzinie...ale czy to przymnożyłoby szczęścia w moim życiu?? wątpię...może byłabym bardziej wyspana, doceniona w pracy, w domu itd. moze lepiej bym wyglądała...ale czyż nie mało chodzi kobiet sukcesu, pięknie wyglądających po tej ziemi a w środku nieszczęśliwych?? nie chcę do nich dołaczyć...chcę normalnego, prostego życia.

wtorek, 22 września 2015

chorobowo i uchodźcy

Nas nadal trzyma to coś...czyli mamy kaszel, ból gardła i łamanie w kościach...już jednak chodzimy do pracy i przedszkola. Dzisiaj byłyśmy na kontrolnej wizycie u kardiologa w związku z wadą serca małej...czekałyśmy rok...i mała nie dała sobie zrobić EKG...była histeria i mega płacz...po nieudanym ekg za godzinę miała być wizyta u kardiolog i...nie dotrwałyśmy ponieważ mała była w takim stanie emocjonalnym, że nie chciała już zostać w szpitalu...echo serca robimy prywatnie bo w szpitalu trzeba czekać ...kolejny rok :(:( to paranoja z tymi terminami...no ale taki kraj, taka służba zdrowia...a co dalej...popołudniu poszłyśmy do pediatry ponieważ chciałam by osłuchała ją pani doktor...kaszel ma okropny i ciągle mówi, że boli ją głowa, plecy, oczy i jest blada z oczami podkrążonymi. Usłyszałyśmy tylko, że taki stan może potrwac kilka tygodni bo..."taka pora roku" - to cytat pani doktor. Nie dała nam syropu ani żadnych wskazań...jestem bardzo rozczarowana bo co noc od 1.00 do 3,00 nie śpimy z powodu ataku kaszlu. Zamiast lepiej czujemy się gorzej...i nie wiem czy nie zmienimy pediatry.
Cóż jeszcze? cały czas zaprząta mi głowę sprawa uchodźców,  pod takim aspektem, że chciałam wysłac paczkę do Fundacji Estera z pomocą rzeczową ale robi się koło całej sprawy szum, że zaczęłam wątpić...skoro wyślę większość ubranek dla dzieci a patrzę ,że tam większość to mężczyźni to czy to ma sens. Boję się tego co niesie islam ze sobą...i każdy ma prawo się bać...chciałabym wesprzeć chrześcijan, którzy są prześladowani własnie przez islam. Kiedy oglądam obrazki pokazywane przez media na temat uchodźców zaczynam mieć mieszane uczucia. Słyszę jak ludzie się nakręcają, straszą kibolami, którzy "jako jedynie mają uchronić Polskę przed uchodźcami". Nie wiem co o tym myśleć...bo moje myśli sa takie, że to cicha wojna... bez wojny. Zalewanie nas uchodźcami to zmienianie oblicza Europy, która sama siebie skazuje na powolne wymieranie z powodu niskiej dzietności. W jakim świecie przyjdzie żyć mojej córce?nie wiem...

poniedziałek, 14 września 2015

domowo i przeziębieniowo

Siedzimy w domu i kurujemy się z córką, mała chce iść do przedszkola a ja do pracy ale udało nam się przesunąć o jeden dzień nasze obowiązki poza domowe. Kurujemy się domowymi sposobami na przeziębienie czyli:
- mleko z czosnkiem i miodem
- nacierania
- inhalacje olejkami
- rozgrzewanie się ciepłymi trunkami i w ogóle wiele specyfików plus syropy. Wczoraj wzięłam gorącą kąpiel i poczułam się jak nowo narodzona :) wymalowałam sobie na bosko różowy kolor paznokcie i stwierdziłam, że musze się ogarnąć bo idę do pracy z ludźmi w biurze i do prowadzenia szkoleń a wyglądam jak sto nieszczęść. Dziś od rana wklepuję kremy na swa twarz i ... zapomniałam...przecież trzeba zrobić obiad, posporzątać, uprać ubrania i poprasować. Tak, tak...między tym wszystkim zająć się dzieckiem i na jutro trzeba dobrze wyglądać :) dam radę

sobota, 12 września 2015

przeziębienie atakuje

Ratunku...rozkłada mnie na łopatki jakieś okropne przeziębienie...a przecież mam od poniedziałku zacząć nową pracę...z nosa mi się leje, ledwo na oczy widze i łamie w kościach. To samo ma córka...no właśnie...kto się zajmie małą jak ja pójdę do pracy? przecież nie mogę powiedzieć już pierwszego dnia, że zamiast iść do pracy musze iść do lekarza z córką? kiepsko to widzę :( :(

piątek, 11 września 2015

infekcyjnie - kontrakt na odchudzanie

Przedszkole moje córce służy...uczy się nowych wierszyków, zachowań społecznych i... nawet leżakuje o czym w żłobku mogłam tylko pomarzyć. Chętnie chodzi do przedszkola i radośnie o nim opowiada...chociaż zauważyłam dzisiaj ,że już pierwsza fascynacja nowym miejscem powoli mija. Co za tym idzie...przestała się rzucać paniom na szyje i na powitanie burczy coś niewyraźnie. Niestety katarek wraca i podejrzewam,że dzisiaj rano pomimo, że nasz termometr nie pokazywał gorączki miała jednak nieco podwyższoną. Noc też cięzka, nosek zapchany i źle spała. Czyżby powtórka z rozrywki? czyli w ubiegłym tygodniu w piątek była już dobrze przeziębiona , podleczyłam ją przez weekend i nie było śladu po infekcji a teraz znowu. Weekend zatem bez wychodzenia na spacery a domowe zabawy i sposoby na leczenie przedszkolnych choróbsk.
Tak ja pisałam we wcześniejszym poście, spisałam ze sobą samą kontrakt. Zamieszczam go tutaj bo łatwiej mi będzie kontrolować jego przestrzeganie :)
Ja...NN...zobowiązuję się do zrzucenia minimum 3 kilogramów do końca roku 2015. Uczynię to ograniczając słodycze, słodkie napoje i będę walczyła z "zajadaniem problemów". W rozkładzie mojego dnia umieszczę godzinną gimnastykę oraz kosmetyczne zabiegi poprawiające mój wygląd. Jeżeli zaś nie zrzucę tych 3 kilogramów od stycznia zapisze się na specjalne lekcje odchudzania z gimnastyką w centrum leczenia nadwagi.Podpisana Pierwsza w mieście Zajadaczka Problemów.

Dlaczego wzięłam sobie tylko 3 kg, ponieważ to aż 3 kg...jeżeli zacznę od małych kroków to będzie dobry poczatek. Jeżeli tego nie zrzucę chcę zmusić się do pójścia do profesjonalistów co dla mnie będzie mega karą i oczywiście postaram się zrobić wszystko by do 31 grudnia jednak być lżejsza o te 3 kg :):) może kogoś śmieszy taki kontrakt ale czasem trzeba szukac różnych rozwiązań, aby dojść do efektu oczekiwanego a dla mnie to 55 kg , tyle ile wazyłam po ciąży. Nabyłam 15 kg przez 2,5 roku od urodzenia dziecka i wiem, że zrzucenie ich tez potrwa...i mam nadzieję, że dam radę. Dzisiaj już jestem po filiżnace czerwonej herbaty i kilku owocach plus szybki spacer 20 minutowy. Mam nadzieję, ze się uda.

środa, 9 września 2015

zarzucone odchudzanie, efekt jo-jo i nowe pomysły na zrzucenie wagi

Jeszcze nie tak dawno pisałam o mojej walce z nadwagą...ale niestety poddałam się przed wakacjami kiedy miałam ogrom stresów i efekt jo-jo nastąpił w trybie przyspieszonym...wstydzę się tego,że nie wytrzymałam bo całkiem niexle mi szło...no ale pomimo mojego myślenia o odchudzaniu i robienia planów a nawet raz na jakiś czas chodzenia na siłownię efekty są znikome. Ostatnio usłyszłam jak pan z dużą nadwagą powiedział:"Odchudzam się bo nie chcę być otyłym mężem atrakcyjnej kobiety". Pomyślałam,że te słowa poniekąd pasują do mnie, powinnam się odchudzac by nie być otyłą żoną atrakcyjnego mężczyzny. Przemyślałam to i jednak stwierdziłam ,że powyzszy argument jest dobry ale nie do końca dla mnie ponieważ trzeba bym znalazła motywację od środka...czyli odchudzam się by poczuć się lepiej by w końcu wejść w ubrania ze studiów i zacząć cieszyć się swoim ciałem. No i...zaczynam na nowo...stanęłam na wadze i...jedna pokazuje 65 kg druga 69 kg...to dla mnie za dużo przynajmniej o 10 kg gdyż jestem dość niską kobietą raptem 163 cm. Tym razem spisuję sama z sobą kontrakt a jaki??? napisze w następnym poście. 

wtorek, 8 września 2015

codzienność i papierologia

Zaczęło się bardzo niewinnie...a raczej wręcz bardzo dobrze...czyli dostałam pracę...i to 1 września się o tym dowiedziałam czyli w sumie w dniu kiedy moja gwiazda poszła do przedszkola, w dniu naszej rocznicy ślubu i w dniu w którym kłóciłam się z mężem od rana ...i w sumie nawet nie wiadomo o co. No ale po fakcie obwieszczenia wspaniałej nowiny cało etatowej pracy zaczęły się problemy z ustaleniem jak pogodzic nasze dotychczasowe życie z moją pracą i jak się okazało nie całkiem w takich godzinach jak na poczatku miałam mieć czyli 8-16 a dwa razy w tygodniu do 20. Szybko się okazało, ze mój mąż, ktory do tej pory deklarował wielki wkład w zaangażowanie się w przedszkole i wychowanie córki uparcie broni swojego zaangażowania w ...swoją pracę i ciągle jest zmęczony. Rozumiem go bo ma pracę niełatwą ale pewne ustępstwa musi poczynić bo inaczej nie damy rady jeżeli oprócz przedszkola będziemy płacić niani za opiekę po godzinach. Wyjdzie nam kolosalna suma do zapłaty, zwłaszcza, że to przedszkole prywatne więc nie ukrywajmy, że opłaty wyższe niż w państwowym. Do tego napięcia między mną a mężem dołaczył się fakt, ze prace mam zacząć dopiero od następnego tygodnia ale już teraz muszę chodzić po urzedach i załatwiać tysiące papierków...najbardziej zdenerwowała mnie kobieta, która kazał mi dzisiaj zebrac cała dokumentację, pokserować i jak dzisiaj przyszłam...co usłyszałam...po przybiciu pięczątek...niech pani przyjdzie za tydzień jak zacznie pani prace w firmie bo dopiero wtedy mogę przyjąc dokumenty i wpisać datę odpowiednią. Jezu...to już nie mogłam przyjść za tydzień...zagotowało się we mnie bo na łeb na szyje goniłam przez całe miasto do niej, strofując dziecko do przedszkola, zeby usłyszeć to co usłyszałam :(:( no ale niech żyje biurokracja w naszym kochanym kraju.

niedziela, 6 września 2015

List przedszkolaka do mamy

List ten dostałam od mojej koleżanki,która ma już dziecko w zerówce ale wychowawczyni grupy dziecka wywiesiła taki "list" na gazetce przedszkolnej.
"Mamuś, wstajemy! Załóż mi proszę wygodne dresy i kapcie, których nie będę musiał wciskać siłą. Zostaw w szatni coś na przebranie – wiesz, czasem łyżka tańczy w zupie, czasem żal mi zostawić w sali zabawki i… toaleta tak daleko wydaje się wtedy. Mamuś, wiem, że moje pójście do przedszkola przeżywasz bardziej niż ja. Jestem twoim skarbem, kruszynką, maluszkiem, żabką, księżniczką, misiaczkiem… wiem mamciu wiesz co, muszę ci powiedzieć, że nam obojgu będzie trudno się rozstać. Ale tylko na początku, kilka dni. No może kilka, kilka. I wiesz co, mamciu? Może przyjść mi do głowy (najczęściej w przedszkolnej szatni) kurczowe trzymanie się twojej nogi, trzymanie twoich rąk, błaganie, żebyś mnie nie zostawiała, nie porzucała, nie odchodziła beze mnie! Mamciu bądź silną kobietą – twoja siła ducha pomoże mi oswoić się z nową sytuacją. Dokonałaś dobrego wyboru! Nie ma nic piękniejszego niż szansa mojego rozwoju wśród rówieśników. Zobaczysz, jeszcze zaskoczę cię mamciu wierszykiem wypowiedzianym z pamięci…piosenką zaśpiewaną dla ciebie…rysunkiem o naszej miłości… samodzielnie ubranymi spodenkami….a może nawet uświadomię sobie, że sprzątanie po zabawie, to nie taki diabeł jak go malują Dzięki tobie, mogę nauczyć się tego wszystkiego w przedszkolu. Tylko musisz wierzyć we mnie – będzie dobrze! Tylko bądź dzielna. Nie płacz za mną w pracy i po drodze do niej – nie robisz mi krzywdy. Nie żegnaj się ze mną zbyć długo, przed wejściem do Sali ukochaj mnie najmocniej, najmocniej, najmocniej, na ucho szepnij, że kochasz, że wrócisz i…idź odważnie. Nie zastanawiaj się czy dobrze zrobiłaś oddając mnie do przedszkola – ty mnie nie oddajesz, ty mnie rozwijasz. Nie przerażaj się moim płaczem podczas pierwszych dni – w ten sposób chcę ci powiedzieć, że będę tęsknił, że cię kocham… a ty mamciu, swoją mądrością, rozsądkiem i konsekwencją naucz mnie proszę czekać na ciebie ze spokojem w moim małym serduszku, a obiecuję, że za jakiś czas sam będę ciągnął cię za rękę do moich przedszkolnych przyjaciół… wszyscy potrzebujemy czasu na odwagę" 

Ten list dedykuję tym, którzy tak jak ja przezywają rozstanie z dzieckiem, a którym dziecko pokazuje "odwagi ,mamo...będzie dobrze". :):) Trzymajcie się :)

sobota, 5 września 2015

weekednowo

No i mamy weekend u nas pierwszy z przedszkolaczkiem w domu, ale i z pierwszą przedszkolną infekcją. Całe szczęscie to tylko przeziębienie z mega dużym katarkiem ale niestety noce bywają ciężkie. Oczywiście nie oglądałam meczu Polska-Niemcy ale trudno, powtórki najwazniejszych momentów obejrzę w internecie. Pochwalę się,że tak jak pisałam we wcześniejszych postach miałam szansę na cały etat z normalną umową ...i udało się. Dostałam ją :) przez najbliższe tygodnie u nas w domu bedzie rewolucja nie tylko przedszkolna ale też dotycząca tego, ze kończy się etap pracy w elastycznych godzinach a praca od 8 do 16. Od wczoraj myję okna, piorę firanki, robię porządki w szafkach bo wiadomo, że będzie ciężko powrócić na 8 godzinny system pracy :) dam jednak radę, gdyż roznosi mnie radość, że w końcu nie muszę myśleć o odpowiedzialności jaka jest gdy prowadzi się własną działalność i że czeka mnie rozwój.

środa, 2 września 2015

pogadanki po przedszkolu

Dziś króciutko, aby wywołac uśmiech na Waszych twarzach.
Pytałam córkę po drugim dniu w przedszkolu:
- co robiłaś dzisiaj w przedszkolu?
- BAŁAGANIŁAM , mamo. - odpowiedź bardzo poważna.
Myślę, że to prawda a córka jest szczera w 100% :) pozdrawiam wszystkie Pani "Przedszkolanki" :)

wtorek, 1 września 2015

Przedszkole i pełnia nad miastem

Pierwszy dzień w przedszkolu za nami i nie jest najgorzej. Mam nadzieję, że będą takie dni kiedy moja córka nie bedzie chciała wrócić z przedszkola do domu :) szukając w necie informacji jak przygotować dziecko do przedszkola znalazłam fajną rzecz: interaktywny kalendarz przygotowań do przedszkola. Znalazłam go wczoraj i niestety już nie jest dla mnie ale może komuś innemu pomoże, link poniżej:
Interaktywny kalendarz przygotowań do przedszkola
Oprócz przeżyć związanych z przedszkolem mam też przeżycia związane z praca gdyż mam wizję całego etatu i to nie na własnym garnuszku ale w innej firmie. Czekam na odpowiedź i jeżeli będzie pozytywna to zaczynam od połowy września. Nad całym zamieszaniem przedszkolnym i na rynku pracy świeci piękna pełnia , którą uwielbiamy z córką podziwiać wieczorami i nocami.


Uwielbiam robić zdjęcia księzycowi bo wychodzą z tego takie czary-mary.


piątek, 28 sierpnia 2015

pierwszy dzień w przedszkolu

Kochane Mamy, pytanie brzmi już na poczatku: jak to przeżyć? Pierwszego września moja 2,5latka idzie pierwszy raz do przedszkola... ciarki mnie na samą myśl przechodzą...jak ją do tego przygotować? wyje już na widok z daleka przedszkola. Owszem czytaliśmy jej bajeczki o przedszkolu, mówiliśmy jej same pozytywy ale dla niej jest tylko jedyny negatyw, który zaburza pozytywny obraz przedszkola to...brak mamy. Hasło to powoduje, ze mała wpada w histerię. Jutro mamy wizytę "zapoznawczą" z salami przedszkola, placem zabaw, nauczycielkami. To prywatne przedszkole więc są troszkę inne zasady ale...moja córka nie przejawia raczej pozytywnych emocji do czegokolwiek co ma związek z przedszkolem. Owszem potrafi opowiedzieć co jest w przedszkolu i co tam będzie robić ale hasło, ze będzie tam chodzić już nie jest przez nią przyjmowane. Jak to przeżyć? jak nie poddać się płaczowi dziecka i nie zabrać go do domu z powrotem? pomóżcie...

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

mania oszczędzania

Kochani, coraz bliżej rok szkolny i przedszkolny. Wydatki na dzieci są obecnie kolosalne, dlatego włączyłam swój system oszczędzania czyli...jak kiedyś pisałam mam karty stałego klienta w wielu sklepach i oprócz łowienia promocji korzystam z programów lojalnościowych. Otrzymałam bony z Tesco, które przychodza do skrzynki pocztowej w formie papierowej. Ucieszyłam się bo miałam zniżkę na całe zakupy w bonach na 17 zł plus ponad 10 zł na różne wymienione w bonach produkty. Na stronie Tesco dla posiadaczy clubcard po rejestracji są dodatkowe bony i dostałam takim sposobem kolejne 20 zł. Poszłam zrobić zakupy i za zakupy za 100 zł zapłaciłam 55 zł. Oglądałyście kiedyś na TLC program "Łowcy promocji"? jak po kilku programach stwierdziłam, że to wielka szkoda, że nie ma u nas takich akcji kuponowych. Jedna jak widać i w Polsce już coś takiego się zaczyna , oczywiście na mniejszą skalę ale...robię zakupy w sklepie osiedlowym i dostałam kartę stałego klienta...uzbierałam parę punktów, bo przecież zawsze trzeba coś kupić czego nagle zabraknie i...ostatnio pani kierownik sklepu zapytała czy nie chcę wymienić punktów na bony towarowe...dostałam 40 zł w bonach :) byłam zaskoczona bo robiąc zakupy za 50 zł wydałam tylko 10 zł :) wciągu kilku dni zaoszczędziłam praktycznie 100 zł a zrobiłam zapasy chemii , masła i artykułów szkolnych. Mało tego korzystając z karty stałego kilenta w CCC kupiłam małej trzy pary bucików do przedszkola oszczędzając na każdych po 30 %. Mąż z początku się śmiał jak wszędzie zbierałam karty stałego klienta czy pytałam o promocje czy bonusy. Dopiero gdy zobaczył jaki zysk dla naszych finansów przyniosły moje zapędy oszczędzania również przyłączył się do wyszukiwania "sposobów oszczędzania".

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

propozycje i...

Czy mieliście tak, że im bardziej się przed czymś wzbraniacie tym los pokazuje Wam, że jednak tym się macie zająć? no więc kolejna propozycja z pracy to podjęcie się prowadzenia modzieży ponadgimnazjalnej w ukierunkowaniu jej ścieżki zawodowej. Hm... nigdy nie chciałam pracować z młodzieżą a...los znowu mnie z ni,ą styka...i co zrobić? mam dużo do przemyślenia...praca na umowe zlecenie mi się nie uśmiecha ale dobre chociaż tyle. Wczoraj w radio słyszłam opinie jakiegoś polityka (nie wiem jakiej opcji), że co ,my Polacy chcemy, połowa Europy pracuje na umowach śmieciówkach i nie narzeka". No mnie coś ruszyło. Jeżeli to prawda , w co watpie, ale jeżeli to prawda to zapytajmy za jakie wynagrodzenie oni pracują. W Polsce to czysty wyzysk, chociaż częśc przedsiębiorców można zrozumieć, bo albo ma pracownika albo plajtuje i zamyka zakład. Niestety państwo w niczym nie ułatwia zatrudnianie pracowników na normalne umowy...smutne i przykre, ale człowiek musi cieszyć się z tego co ma i kropka.

piątek, 14 sierpnia 2015

zakupowo i olx.pl

Wakacje to dla nas nie tylko czas wyjazdów ale też zakupów. Właśnie dzisiaj kupiliśmy lodówkę marki LG. Dużą, która w końcu pomieści moje zapędy do mrożenia wszystkiego na zimę :) a poważnie moja stara jest naprawdę stara, bo pisze na niej po rosyjsku "Moskwa" i jest po byłej właścicielce. Jak są takie upały to...cały czas "buczy" i w środku kapie woda. Odmrażać też musze wszystko ręcznie podkładając blachy do pieczenia bo nie ma tac do odmrażania. Męczyłam się z tą lodówką dwa lata ale z każdym kolejnym miesiącem jest gorzej a więc w końcu nowy zakup. Przyzwyczaiłam się do starej ale oboje z męzem widzimy, że rachunki są duże za prąd i lodówka się rozpada. Kupiliśmy też nowy dywan do pokoju stołowego, stary zaś oddaliśmy na olx.pl jakiejś rodzince. Lodówkę w sumie też oddajemy na olx.pl. Może komuś się jeszcze przyda i o dziwo miałam już dwa telefony w tej sprawie. Do końca sierpnia zamierzamy kupić nowe zasłonki do pokoju stołowego, bo do pokoju malutkiej dostałam nowe od mojej mamy. Szukam teraz firmy ,która wykona zabudowe kuchni i przedpokojów, jednego i drugiego...jak widzicie dużo zmian szykuje się u nas w mieszkaniu ale korzystamy póki mamy trochę gotówki, bo jak córcia pójdzie do przedszkola to z gotówką będzie krucho :(

czwartek, 13 sierpnia 2015

Dwulatek w akcji -walka o samodzielność

Patrząc na moją córkę już 2,5 roczną muszę nieśmiało stwierdzić,że powoli mija bunt dwulatka zastępowany wielką zmianą zainteresowań, aktywności i...samodzielności. Na porządku dziennym jest zdanie "Ja sama!", "Nie mama/tata ale ja sama!" Ta walka o niezależnośc i samodzielność trochę mnie przeraża ale i rozczula bo w sumie na to czeka każdy rodzic by jego dziecko szło w kierunku samodzielności aż do momentu kiedy wyprowadzi się z domu i zacznie żyć na własną rękę. Postanowiłam wspierać moją córkę w dążeniu do samodzielności ale kiedy widze jej frustrację gdy coś jej nie wychodzi i słysze jej krzyk złości,że nie jest w stanie czegoś zrobić to mam odruch biegnięcia jej na pomoc.Przytulam ją wtedy ale mobilizuje by próbowała jeszcze raz. Ćwiczenie czynią mistrzem. Przy dwulatku trzeba miec oczy naokoło głowy i uważnie śledzić każdy krok.  Plusem jest mowa dziecka , które coraz więcej potrafi zakomunikować.Moja córka właściwie wszystko już mówi, czasem za szybko i trudno ją zrozumieć ale opowiada bajki, obrazki i wymyśla swoje historyjki i muszę przyznac,że sensowne. Czasem mówi komicznie a czasem bardzo poważnie. Od września idzie do przedszkola i już czuję trwogę jak to będzie...ale to chyba normalne???

niedziela, 9 sierpnia 2015

Pomoc w Syryjczykom

Siedzimy z męzem i pijemy kawę z lodami jak za czasów mojej ciąży :):) ale teraz już dziecko śpi spokojnie a my delektujemy się zimnym płynem i szukamy informacji o lodówkach gdyż przymeirzamy się do zakupu. Może polecacie jakieś marki?
Trafiliśmy też na stronę Fundacji Estera, poruszył nas los Syryjczyków i postanowiliśmy przygotowac dla nich paczkę.Jeżeli chcecie pomóc naszym bracia w wierze zachęcam do odwiedzenia tej strony i włączenie się pomoc Syryjczykom
 http://fundacjaestera.pl/strona-glowna/
 

piątek, 7 sierpnia 2015

bioenergoterapia, ziołolecznictwo, wahadełko itd.

Tytuł jak na mój blog nieco zaskakując ale prawdziwy...wczoraj miałam możliwośc przeżycia "seansu z wahadełkiem". Otóż nigdy nie byłam zwolennikiem bioenergoterapii , wahadełek, raczej bardzo krytycznie i ostroznie do tego się odnosiłam. Co innego do ziół i medycyny naturalnej związanej z roślinami. Mój mąż jest zwolennikiem i totalnie tutaj jesteśmy sobie przeciwni. Los jednak zetknął mnie przez przypadek z osobą, która zamieszkała w naszym bloku niedawno i z którą zawarłam dośc bliską znajmość. Osoba dopiero w ostatnich tygodniach powiedziała, że zajmuje się wróżeniem z Tarota, skończyła kurs wahadełka i zna się na ziołach, oraz posiada zdolności z zakresu bioenergoterapii. Kiedy zapytała mnie czy wierzę w coś takiego , powiedziałam jasno, że "nie" wtedy ona powiedziała, że to nie przeszkadza byśmy nadal były dobrymi znajomymi i sąsiadkami a tematy zapalne zostały przemilczane. Żyłyśmy sobie tak pare tygodni aż ona zauwazyła, że źle wyglądam i zapytała co sie dzieje, że tyję, jestem blada itd. Powiedziałam, ze to przez hormony, które biorę. Powiedziała, że jeżeli chcę to może mnie "sprawdzić" co ma chore i mojego męża. Pomyślałam, że co mam do stracenia. Przeszłam taki seans. Oczywiście wyszły ogromne problemy ze sprawami kobiecymi, niepłodność, problemy z tarczycą i kręgosłupem i inne pomniejsze. Dostaliśmy z męzem zalecenie mieszanek ziołowych. Dziś mąz wykupił zioła prawie za 100zł a ja poczłapałam do laboratorium zrobić badania markerów nowotworowych. Tak, tak...pani stwierdziła, że "widzi zmiany nowotworowe w lewej piersi lecz łagodne nie dające przerzutów". Nogi się pode mną ugieły bo babcia, cociia i kuzynka wszystkie zmarły na raka spraw kobiecych. Bardzo się badam i pilnuję tych spraw ale nigdy nie robiłam markerów więc wierzac czy nie poszłam na badania. Nic nie tracę oprócz paru złotych a sprawdzę czy rzeczywiście ta pani mówiła prawdę. Mąż powiedział,że nawet jakby się nie znała na wahadełku to wiele rozmawiałyśmy i wiedziała na co się leczę ale jednak zioła dobrała rewelacyjnie. Pani w trzech sklepach zielarskim podziwiały kompozycje ziół stworzoną dla każdego z nas. W poniedziałek mam wyniki badań i zobaczę co dalej z pewnością odwiedzę lekarzy bo na wakacjach bardzo bolał mnie kręgosłup i brałam leki przecibólowe i zajrzę też do ginekologa.
Nie wiem czy wierzyć czy nie...a Wy co o tym myślicie?

środa, 5 sierpnia 2015

czerwone szpilki, nowa fryzura, miłość do traktorów i rowerów czyli powrót

Wróciłam z czterotygodniowych wakacji...z nutą smutku, z nową fryzurką tym razem na krótko, czerwonymi szpilkami w walizce i mocnym postanowieniem, że z czterech kółek przesiadam się na dwa czyli czas rozpocząc poszukiwania roweru miejskiego. Na wakacjach załapałam bakcyla rowerowego a raczej odnowiłam gdzieś tam tlącego się. Córka na wakacjach na wsi osiągnęła:
- rozwój mowy na poziomie gadulstwa :)
- uwielbiała jeździć traktorem :) miłość do traktorów kwitnie :)
- nauczyła się w końcu załatwiać i już nie chodzi w pieluszce jedynie na czas spania jej zakłdam
- pije z kubka
- schodzi i wchodzi ze schodów bez niczyjej pomoc- wystarczyło jednyie 4 tygodnie by z rozmiaru buta 25 przeskoczyła na 26 i urosła o 3 cm osiągając piękny wynik 105 cm wzrostu
- i wiele innych.
Miedzyczasie skończyła 2,5 roku, dokładnie skończyła 30 miesięcy :)

poniedziałek, 6 lipca 2015

nowa kampania Streetcomu - ketchup Międzychód czyli to co najlepsze

Post jeszcze nie wakacyjny ale już na odnowionym i naprawionym laptopie napisany :) Na wakacje wyjeżdżamy wieczorem w środę a jutro jeszcze do pracy :) uśmiech bo kocham swoją pracę. A teraz o wspaniałej przesyłce, którą otrzymałam od Streetcomu jako ambasadorka nowej kamapani ketchup Międzychód.

#kultowysmak #smakdziecinstwa #TwojMiedzychod #niemajakdawniej #ILoveKetchupMiedzychod
 Zawartość to 16 słoiczków z ketchupem marki Międzychód. Powiem w prost,że takiej smacznej kampani nie brałam jeszcze udziału. Ketchup Międzychodu zaskoczył mnie naturalnym i intensywnym smakiem pomidorów.  Cechy ketchupu:
- polska jakość
- polskie pomidory
- zero konserwantów, sztucznych dodatków i wzmacniaczy smaków
- polska i lokalna firma
- wielośc innych przetworów marki Międzychód.
Moja córka od początku polubiła ten ketchup chociaż ogólnie nie jest ketchupowa ale już po pierwszej łyżeczce powiedziała: "Ooo pomidorki". :) i do wszystkich dań chce te pomidorki :) 
Polecam bo to polski dobry ketchup :) Dziękuję Streetcom za wybór. 
 #kultowysmak #smakdziecinstwa #TwojMiedzychod #niemajakdawniej #ILoveKetchupMiedzychod

poniedziałek, 29 czerwca 2015

umowa zlecenie - czyli mały sukces podnoszący poczucie własnej wartości

Udało mi się dzisiaj podpisac dwie umowy zlecenia kończące się 31 października. Cieszę się, że mogę prowadzić warsztaty i pomimo, że to niechlubne umowy zlecenia, które są zmorą pracowników ale ja się cieszę,ze w ogóle jakaś umowa jest. Z kim nie zagadam to pracuje na czarno. Dziewczyna z "Żabki" osiedlowej pracuje za 5,5 zł brutto za godzinę i to na czarno. Masakra jakaś, a ile nasłucham się od mam, które zostały oszukane i pracując na umowe o "wolontariat" a na lewo miały dostać jakąś kaskę dostawały słowa podziękowania i "Koniec" ani złotówki za miesiąc pracy. Nie mówię, że jestem przeciwniczką wolontariatu, bo sama nią byłam i jestem nadal ale...kurcze jeżeli pracodawca do czegoś się zobowiązuje to niech nie kantuje. Jestem przeciwniczką pracy na czarno bo zawsze to jest nie fer w stosunku do...pracownika, który pozostaje bez świadczeń. A jeżeli nawet pracownik się zgadza na taką pracę to bądźmy szczerzy z jakiś powodów, które też do konca nie są naturalne. Ja prowadziłam warsztaty na poczatku za darmo, robiłam to jednak tak dobrze, aby przekonac pracodawcę, (który wczesniej obiecywał mi ,że jeżeli się sprawdzę dostanę umowę)że jestem warta zatrudnienia. Tak też się stało, mam umowę zlecenie ba dostałam nawet dwie umowy zlecenia i jestem zadowolona...dlaczego? usłyszenie kilku pozytywnych uwag na temat mojej pracy to podnoszenie poczucia własnej wartości. Wiem, że godzenie macierzyństwa z pracą zawodową dobrze wykonywaną jest możliwe i nie jestem gorszym pracownikiem od innych. Jak myślą i mówią pracodawcy. Pisałam już o tym kiedyś, że powrót na rynek pracy mamie z maluszkiem jest niczym przemierzenie kosmosu. Jeżeli w mediach mówi się, że to się zmieniło...nie wierzcie...nie zmieniło się. Tak tylko się mówi, ale nie spotkałam pracodawcy ( a byłam na kilku rozmowach i wysłałam prawie 100 aplikacji) który nie ukrywałby, że posiadanie rocznego dziecka jest "problemem", który wiąże się z brakiem pełnej dyspozycyjności i wieloma innymi "zagrożeniami". Przekonałam się też, o potrzebie pracowania u mam maluszków, które w taki sposób mogą się realizować i poczuć dowartościowane

środa, 24 czerwca 2015

niepokoje i niespodzianki w tle zapiekanki i barszczyku :)

Czy miałyście kiedyś w sobie niepokój z bliżej nieznanej przyczyny? ja własnie taki mam od kilku dni. Myślałam, ze ów ścisk w żołądku to przez egzamin na studiach czy prace w poradni ale...minęły egzaminy, dyżur w poradni a niepokój pozostał. Mało tego, mój mąż wyznał, ze też jest jakiś niespokojny. Wczoraj pojechał do rodziców. Wcześniej "musiał" zmuchnąc świeczki na cieście z okazji urodzin. Spakowałam dla rodzinki kawałek ciasta, żeby i teściowie spróbowali urodzinowego. Dziś miał wracać. Napisał ,że jest w busie popołudniu i że czuje się niespokojny. Mnie też ciągle nie opuszczał niepokój. Po 15 minutach zobaczyłam, że dzwonił do mnie numer stacjonarny z miasta, z którego jechał mąż. Próbowałam oddzwonić ale na darmo, ciągle, ze nie ma takiego numeru, albo, ze numer niedostępny. Efekt...bez kontaktu z męzem i po "telefonie z tajemniczego stacjonarnego"  wyobraźnia zaczęła pracować, że pewnie bus miał wypadek i dzowonili albo ze szpitala albo z policji. Wpadałam w coraz czarniejsze myśli. Po 3 godzinach nie wytrzymałam i napisałam do meza czy wszystko ok. a on że już wraca do domu :) Przywitałam go zrobiona w steresie zapiekanką makaronową ze szparagami (niedługo przepis na moim blogu kulinarnym). Zapiekanka tak nam smakowała na kolacje, że zjedliśmy prawie całą :) a Wam polecam przepis na barszcz ukraiński zamieszczony na moim blogu :) smaki mojego dzieciństwa: barszcz ukraiński (<-------kliknij)
a teraz podsumowanie...czy wierzyć przeczuciam i niepokojom? nas nadal nie opuszcza ale myślę, ze to efekt planów wakacyjnych :) stres wakacyjny - ależ zjawisko :D

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Dzień Taty i niespodzianki

Dziś Dzień Taty, kupiłyśmy fajne koszulki dla męża z córką już w weekend. dodatkowo są urodziny męża więc zamówiłyśmy ciasto jego ulubione i...fontanny tortowe.Szykuje się mała imprezka we trójkę dzisiaj popołudniu po wizycie u endokrynologa z córcią. Wysłałam kartkę z okazji Dnia Ojca mojemu tacie. Po raz pierwszy zastanawiałam się czy to wypada ,że taka stara baba jak ja wysyła tacie kartkę. Moje rodzeństwo nie pamięta o dniu ojca a ja zawsze składałam życzenia i wysyłałam lub wręczałam mały drobiazg z tej okazji. W tym roku poczułam jakieś dylematy czy to nie śmieszne zachowanie z mojej strony ale w końcu pomyślałam, ze wysłanie kartki tacie ze słowami "kocham Cię" chyba nie jest śmieszne...ja byłabym wzruszona, że córka , która jest już mamą i żyje daleko do domu rodzinnego pamięta jeszcze o takich okazjach. W ogóle wychodza z założenia, że każda okazja jest dobra do świętowania i powiedzenia miłych słów osobom bliskim :)

zakończenie semestru na studiach

Pochwalę się :) wczoraj zakończyłam testem z metodyki nauczania osób głeboko upośledzonych pierwszy semestr na moich kolejnych studiach podyplomowych. Jestem szczęsliwa bo na studiach już mam wakacje a w pracy dopiero od 7 lipca ale to będa piękne wakacje bo wybieram się do rodziców i mamy trochę planów. Powrót do rzeczywistości będzie pewnie po wakacjach bolesny ale damy radę :) U nas bałagan w całym domu i muszę zacząć ogarniać a popołudniu na dwie godzinki do pracy i koniec na ten tydzień poradni. Jestem ciągle niewyspana i zmęczona. Nie wiem w sumie dlaczego ale chyba taki musi być...
a z innej beczki...MAMY LATO... a więc poniżej link z moich lat "młodości"
Lato
Koto pamięta ten przebój ? eh lata liceum wracają :)

piątek, 19 czerwca 2015

podóż z maluszkiem czyli co ze spbą wziąć na podróż samochodem.

Dzisiaj opowiem Wam jakie mam doświadczenia jeżeli chodzi o podróżowanie z maluszkiem. Jeździłam do lekarza pociągiem 100 km co miesiąc już z 2 miesięczną córką, wtedy wystarczało nosidełko, cyc, ubranka na zmianę, pieluszki tetrowe czy flanelowe, chusteczki nawilżajce i woda w butelce do przemycia, brałam też wodę w termosie by umyć np. buzie dziecka czy sobie ręce ciepłą wodą. Kiedy podrózowaliśmy na nasze pierwsze wakacje corka miała 1,5 roku i okazało się, ze podóz z takim dzieckiem samochodem nie jest prosta jak nam się wydawało. Co trzeba wziąć na taką podróż:
- wielką cierpliowśc i nastawienie, z wszystko może się zdarzyć :)
w jedną stronę jechaliśmy wieczorkiem i dojechaliśmy nocą gdy dziecko spało niestety na moich rękach przy cycu bo w foteliku nie chciało. Ręce mi odpadały i miałam wszystkiego dość.
Szybko też się okazało, że trzeba sprawdzać gdzie się zatrzymujecie na postoje. A więc co z rzeczy trzeba zabrać na podróz samochodem:
- pieluszki i chusteczki nawilżające, pieluszki tetrowe, które przydają się gdy dziecko Wam zwróci co niestety zdarza się nawet dzieciom, które wcześniej nie zwracały (tak też było u nas)
- wodę najlepiej dwie butelki do przemywania
- picie dla dziecka i siebie (najlepiej nie soki przecierowe i najlepiej picie niezbyt słodkie)
- jedzonko dla dziecka - uwaga nie mleko, gdyż po wypiciu mleka przed samą podróżą lub w trakcie, prawie w 99% macie pewne wymioty. (sprawdziliśmy na swojej córce ale też ja na koloniach u starszych dzieci)
- przegryzki (czyli ciasteczko, chrupek)
- ubranie na zmianę podręczne gdyż na dłuższą podróż trzeba nastawić się, ze dziekco może zwymiotowac lub zabrudzić się np. wylewając soczek czy mus na siebie.
- woreczki lub reklamówki małe - wiadomo na co w sumie poczawszy od użytych chusteczek, pieluch po wymiociny skończywszy
- zabawki typu ksiązeczki, ulubionego misia itd.
- uwaga u nas sprawdził się "znikopis" tytaujw  linku podaję obraz jaki ma moja córka:
znikopis  - zaletami znikopisu jest takie, że dziecko może sobie porysowac bez zagrożenia, ze porysuje tapicerkę itd. a dzięki możliwości "wyczyszczenia" tablicy super się nadaje do ponownego rysowania. Uwaga też na czytanie dziciom gdyż niektóre dzieci jak widzą literki podczas podrózy mają zawroty głowy i wymiotują lub mają mdłości.
- kosmetyki, środki przeciw komarom - zaskoczeni? a własnie zaraz Wam wytłumaczę...zatrzymując się na postój nie wiecie co was czeka. My w ubiegłym roku zatrzymaliśmy się na postoju gdzie komary po prostu były plagą, a dziecko zrobiło kupkę i trzeba było przewijac a komary były dosłownie wszędzie nawet w toalecie. Wtedy środki przeciw owadom  w ruch...i po problemie
- drobne pieniądze by zawsze można było coś kupić co będzie potrzeba
- aparat fotograficzny by uwiecznić etap podrózy :)
- możecie tablet dla dzieci lub swój tablet z filmikami
- nakrycie głowy jeżeli podóżujecie w dzień (nakrycie jak wychodzicie na spacer na postoju)
Proponuje Wam by robić albo czeste postoje  albo dwa dłuższe połączone ze spacerem ale dobór ilości i jakości postojów zalezy jak wyczujecie wasze dziecko/dzieci.
Co jeszcze...może macie jakieś pomysły lub z własnego doświadczenia


środa, 17 czerwca 2015

agroturystyka dla smyka -c.d.

Szukając miejsca do wypoczynku z moją 2,5latką szukam miejsca gdzie jest dostęp do kuchni wyposażonej w czajnik, lodówkę, kuchenkę, naczynia ale też gdzie jest możliwość zamówienia domowych obiadów. Dla nas bardzo ważna jest nie tylko lokalizacja takiego domu ale też czy posiada ogród , piaskownice czy miniaturkowy plac zabaw. Kiedyś byłam w takiej agroturystyce na koloniach z dziećmi to gospodarz nawet basen rozstawiał ze zjeżdżalnią i mało tego miał kamerę i nagrywał filmiki z życia swoich klientów (oczywiście za zgodą zainteresowanych). Sam oprowadzał po górach gdzie też brał kamerę. Do tej pory mam wspaniałe płyty z filmikami z tego pobytu i jest to pamiątka bezcenna. Niestety jest to dość daleko więc córcia musi podrosnąć ale z pewnością wybierzemy się tam jak skończy przynamniej 5 lat. Na co jeszcze zwracamy uwagę? na dostępność takich rzeczy jak rowery,  bryczki itd. czyli dodatkowe atrakcje. Nie chcemy też być w miejscu gdzie dom jest olbrzmi i zawsze większe ryzyko spotkania hałaśliwego i niezbyt miłego towarzystwa. Trzeba też uważać na ceny, gdyż te podane na stronach często odbiegają od faktycznych, któe w sezonie są zawsze większe od podanych :( eh takie cuda.
Umykam do pracy, bo "moje dzieciaki" czekają , ale odezwę się niedługo.