sobota, 2 maja 2015

wirus w natarciu

Jest poranek 2 maja a ja zamiast być już na majówkowym kiermaszu siedzę w domu i biegam z pokoju do wc. W nocy wirus tak zaatakował, że nie byłam dzisiaj w stanie wstać i jechać. Dobrą mam szefową i postanowiła że część tych rzeczy co zrobiłam weźmie i będzie sama tam stać i sprzedawać. Co prawda nie do końca uwierzyła w moją chorobę ale prawda jest taka jaka jest, wirus rozbraja moją rodzinę. Dziecko wygląda okropnie, od poniedziałku wymioty, biegunka i praktycznie tylko pije bo wszystko z niej jedzeniowo wymiata. Jest blada, marudna i w ogóle jak 100 nieszczęść. Myślimy, że może nawet pójść znowu prywatnie do pediatry bo znowu wraca chrypka. Ja jestem cieniem człowieka uprawiającego gonitwę sedesową a jedynie mąż mierzy się z wirusem i naszymi kobiecymi humorami jak przystało na mężczyznę czyli postawie pionowej i walecznie. Ciekawe czy jego tez nie rozłoży.
A ja nie mogę się pozbierać z myślą,ze tak długo szykowałam to kiermaszowe stoisko i mnie tak rozłożyło. Czy miałyście czas kiedy próbujecie coś zdziałać a ciągle Wam wieje wiatr w oczy i nic nie wychodzi? ja własnie tak mam, czuję coraz większą depresję i wpadam w otchłoań złego humoru :(:(

3 komentarze :

  1. Zdrowia życzę! Nic tak nie wkurza, jak choroba, która krzyżuje plany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, bo człowiek wobec choroby jest bezradny i czesto nie można jej przewidzieć:(

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że już wam przeszło...

    OdpowiedzUsuń