wtorek, 26 stycznia 2016

PCOS a dieta

Odwiedziłam dzisiaj mojego ginekologa i dowiedziałam się, że brak 2 to oczywiście skutek mojego PCOS. Usg bez owulacji a jajniki z wieloma pęcherzykami :(  Zalecenia pana doktora:
- schudnąć przez trzy miesiące przynajmniej 5 kg - przejście na dietę dla cukrzyków
- dostałąm luetinę plus lek regulujący poziom cukru w organiżmie
- zapisać się na gimanstykę.
Najbardziej przerażał mnie fakt przejcia na dietę dla cukrzyków ale jak się okazało wcale nie jest tak źle ponieważ według jadłospisów, które znalazłam jem na co dzień podobnie tylko zajadam dietę dużą ilością niezdrowych przekąsek. Wystarczy je odrzucić i mam dietę 1500kcal dziennie.  Lekarz powiedział, że gdy schudnę owulacja i okres  mogą same  powrócić..jednak luteina też włączona. Za trzy miesiące idę na kontrolę i wtedy się okaże...zaczynam walkę o mój wygląd i zdrowie :) 

piątek, 22 stycznia 2016

zapalenie oskrzeli czy zapalenie płuc?

temat posta może dość zaskakujący ale moja córka ma , któreś z tych... lekarka mówi o zapaleniu oskrzeli ale przepisała zastrzyki na zapalenie płuc i to w takiej dawce jak dla dorosłego. Jesteśmy w połowie zastrzyków i jest już dużo lepiej ale niestety do zdrowia daleko :(:( bardzo ostra infekcja nie chce łatwo się poddać :( Dzień Dziadka i Babci spędzony w domu, poniedziałkowy bal karnawałowy też w domu... takie życie...oby tylko zdrowie było. Kiedy córka była tak chora, że tylko leżała w domu panowała dosłownie grobowa cisza. Byliśmy tą ciszą przerażeni. Tak by wyglądało nasze życie bez córki? chyba oboje z mężem uświadomiliśmy czym jest bycie rodzicem i ile daje nam obecność córki w naszym życiu. teraz cieszymy się jej tańcem, śmiechem i powrotem do zdrowia. Niestety moja koleżanka straciła swoje dzieciątko. Zmarło w trzecim miesiącu życia płodowego. Zapalam lampkę dla Ciebie mała Kruszynko, której nie było dane się narodzić.
Nienawidzę takich chwil kiedy dowiaduję się o stracie dziecka. Wtedy i we mnie budzi się zranione macierzyństwo...jak pomóc....gdy serce kobiety pęka...rozdziera ból...
Dlaczego wszystkie kobiety, które pragną dziecka nie mogą cieszyć się donoszoną ciążą...zajściem w ciążę bez problemu...dlaczego to życie nie jest takie proste...
Brak słów...i tylko ból...
http://www.poronienie.pl/



wtorek, 19 stycznia 2016

choróbsko i Dzień Babci i Dziadka

W moim życiu jest tak, że jak coś sobie zaplanuję to.... zaraz musi coś dać w łeb...dosłownie... urodziny córki już by nie wyszły gdyż okazało się, że z mężem mamy mononukleozę ale całe szczęście, że wyszło...iż jesteśmy już po niej. Niestety Dzień Babci i Dziadka miał być piękny...dziadkowie mieli przyjechac na występ córci w przedszkolu, która miała tańczyć solówkę i śpiewać. Ja nawet zamówiłam tort w cukierni jako niespodziankę...niestety wszystko poszło na marne gdyż córka walczy z zapaleniem oskrzeli :( ferie też stoją pod znakiem zapytania :( buuu...mało tego w połowie marca kończy mi się umowa o pracę i jak miałam obiecaną umowe na dwa lata teraz dowiedziałam się, że dostanę umowę zlecenie raptem na trzy miesiące :( i to na kilka godzin w miesiącu. Ryczeć się chce, ze ciągle ne możemy wyjść z chorób bo i mąż smarkający i ja a córka to już codziennie z gorączką prawie 40sto stopniową :( wszystkie plany jakie podejmujemy wychodzą jak wychodzą...to znaczy nie wychodzą Jak to jest, że niektórzy co sobie zaplanują to robią i wszystko wychodzi a inni tak jak my, ciągle mają wiatr w oczy??? eh załamuję się :(

piątek, 15 stycznia 2016

złodziej czasu

Poszukiwany złodziej czasu..ktoś kradnie mój czas i mojej rodziny...a za oknem biało a mojej córci stuknęło trzy lata i impreza za nami ,że "Cho Cho " lub "Ho Ho" :D jak kto woli... nie ma czasu na nic, dosłownie i mam nadzieję,że wraz zakończeniem stycznia będzie lepiej...Poniżej tort Peppowy dla córci :)


czwartek, 31 grudnia 2015

Nowy Rok 2016

Niech Nowy Rok przyniesie każdej mamie nowych sił cały wór i dużo, dużo optymizmu oraz radości z macierzyństwa :)
Dużo, dużo zdrówka, które niech procentuje szczęsciem i spokojem całych rodzin :)
zdjęcia ze strony www.radom24.pl

DO SIEGO ROKU :)



piątek, 25 grudnia 2015

świąteczne niespodzianki

Jeżeli czasem myślałam że jest źle teraz wiem że może być zawsze gorzej...i trzeba się cieszyć że jeszcze nie jest to "gorzej". No więc co to oznacza 15 grudnia trafiłam z mała do pediatry wydałoby się zwykłe przeziębienie z tym że z goraczką ale dostałam opiekę do końca tygodnia. Gorączka skoczyła w nocy z 1516 grudnia do prawie 40 stopni i tak było przez trzy kolejne noce a więc w piątek znowu do lekarza ale innego i dostaliśmy antybiotyk na zapalenie nosa i gardła...antybiotyk średnio działał na nos i gardło ale super że gorączkę obniżył. Poszliśmy 22 grudnia znowu do pani doktor by zabezpieczyć się przed świętami chorobowymi. Bilety na pociąg musieliśmy już wczesniej oddać i pożegnać się z rodzinnymi świętami z powodu kuracji antybiotykowej ale chcieliśmy w domu przynajmniej miec spokojnie. Niestety to co nastąpiło było totalnym zaskoczeniem...otóż 22 grudnia rano byłam z córką u pediatry a wieczorem poszłam do swojej lekarki i usłyszałam że mam anginę ropną :( antybiotyk i szybko kiepskie rokowania że jak będzie pogorszenie to skierowanie do szpitala. W środę walczyłam z gorączką ale w czwartek ból był ogromny nic nie mogłam przełykać więc...pobiegłam do przychodni gdzie natychmiast zostałam skierowana do szpitala. Wigilijny dzień 10.00 rano a ja ryczę że dzisiaj musze jeszcze miec zabieg i że zostawiam męża z małą córką totalnie samych a i sama musze sobie radzić. Jadę do jednego szpitala...szybko mnie badają i wysyłają do drugiego... na oddział zakaźny bo podejrzewają że może to być mononukleoza :( tam robią mi badania. Mąż wydzwania jak szalony my w nerwach...może uda sie wyjść chociaż na wieczerzę. Co prawda kiepsko z jedzeniem ale przecież liczy się obecność. To jest najważniejsze. Po badaniu wstępnie wykluczają mononukleozę i otrzymuję zastrzyk...antybiotyk nowy tak żeby w razie zabezpieczenia no i mojej pomocy. Zastrzyk tak bolesny że kilka sekund po jego zakończeniu mdleję z wyczerpania. Jest po 13.00. od rana na nogach jeźdżę po mieście z gorączką plus bez picia i jedzenie już prawie 24 godziny i na antybiotyku. Kiedy doszłam do sobie pani doktor na izbie przyjęć już nie było a pielęgniarka która czuwała przy mnie wręczyła mi nowe recepty i kazała wracać do domu...samej bez pytania jak się czuję czy ktoś mi będzie towarzyszył. Pani doktor przed moim omdleniem powiedziała że jak mi się pogorszy dzisiaj to mam do nich przyjechać. No ale jadę do domu po drodze zahaczam o aptekę. Wykupuję leki. W domu mąż zrobił tyle ile mógł nawet zupę papkowata dla mnie ugotował. Kładę się wyczerpana. W domu bałagan mąz wychodzi z córką na spacer bym mogła odpocząć...i kropka. Budze się jest 17.00. Widze choinki zapalone słysze od sąsiadów śpiew kolęd. W domu pachnie barszczem...córka zasypia na drzemkę. Dzięki wspaniałomyślności męża mieliśmy skromną ale piękną wigilijną wieczerzę nawet świece kupił na stół. Oboje jesteśmy wzruszenie podczas składania sobie życzeń...bo przecież mogło być inaczej. Długo się przytulamy. To nic że w domu nadal balagan a ja nie mam na nic sił jestem obolała i temepraturą huśtawkową ale te święta pomimo trudnych są już wyjątkowe.

sobota, 28 listopada 2015

przygotowania do Świąt

Czas zacząć przygotowania do Świąt, niby dzisiaj Andrzejki ale ja spędzam je z córka, bo mąż pojechał do rodziny. My zaś we dwie rozpoczęłyśmy przygotowania do świątecznych dni piekąc pierniczki :) Przepis na pierniczki, które zawsze się udają możecie znaleźć na moim blogu kulinarnym---->klasyczne pierniczki świąteczne. Oprócz przepisu znajdziecie tam zdjęcia pierniczków z dwóch ostatnich lat, niestety te dzisiejsze trafiły do puszek do leżakowania. Na ozdabianie zaczekają jeszcze kilka dni. Dzięki "pierniczkowaniu" zapachniało świątecznymi dniami, w czwartek przyszła paczka z prezentami mikołajkowymi od mojej rodzinki i jak zwykle o tej porze dopada mnie nostalgia , ze to kolejne Święta poza domem rodzinnym. Wiem, wiem mam swoją rodzinkę, ale w taki dni chciałoby się być przy rodzicach zwłaszcza, że nie wiadomo ile jeszcze będą wśród nas. No ale zawsze jest jakies "ale" żeby tam jechać. Niby wiem dlaczego tam nie jadę ale...serce nie słucha rozumu. Mój mąż postarał się jak nigdy do tej pory na moje imieniny: otrzymałam od niego bukiet róż, upiekł super ciasto i wykupił mi karnet na masaze relaksujące. Ostatnio nam się nie układało...a tutaj taka niespodzianka....może chciał załagodzić sytuację bo boi się, ze pojadę na Święta do rodziców ale tak czy siak , miły gest z jego strony. Zyczę Wam udanych ostatków i dobrego poczatku Adwentu :)