Zaczęły się kwietniowe przypadłości przedszkolne i nie tylko. Odkąd moje dziecko pojawiło się na świecie w każdego roku w kwietniu przechodzimy jelitówkę. Pisze "my" bo oczywiście my też łapiemy od córki. Teraz dowiedziałam się, że w przedszkolu mojej córki panuje ospa wietrzna a z grupy maluchów zostało raptem 4 osoby :( moja mała była szczepiona przeciwko ospie ale oczywiście nie chroni ją to przed zachorowaniem. Na razie obroniła się przed wiatrówką ale...oczywiście jelitówkę musiała zaliczyć. Siedzimy sobie w domu i leczymy choróbsko a że trzeba coś robić dla poprawy humoru to zrobiłyśmy sobie warsztaty balonowe z kręcenia.Takie nasze domowe matki z córką :) i już po nudzie :)
wąż syyyczyyy...
żyrafa bryka...
a kwiatek czaruje...
nie taka zła ta choroba jak potrafi się ją dobrze przeżyć :)
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
niedziela, 24 kwietnia 2016
cztery lata - czar wspomnień
Cztery lata temu poczęła się moja Kruszynka. Było to na wyjeździe nad jezioro. Dla mnie był to wyjazd ostatniej szansy czyli...różnie układało się między mną a moim ówczesnym partnerem. Często się kłóciliśmy i chyba tylko dlatego, że mieszkaliśmy na odległość nie rozstaliśmy się. Po któreś z rzędu kłótni postanowiłam, że nie dam więcej rady być w tym związku. Spotkałam się trzy tygodnie przed wyjazdem z moim byłym narzeczonym, obecnym kolegą. Nie było to nic szczególnego. Poszliśmy w Niedzielę Palmową do kościoła poświęcić palmę i zjedliśmy u mnie obiad. Wspomnienia wtedy wróciły i stwierdziłam, że jest on całkiem inny od mojego obecnego partnera i tęsknię za taką normalnością, gdzie wszystko mnie łączy z mężczyzną, gdzie jetem kochana bezwarunkowo i szanowna. Wiedziałam, że jeżeli wtedy powiedziałabym słowo mojemu byłemu to bylibyśmy znowu razem ale ja nawet nie wspomniałam o niczym nawet o moim obecnym partnerze, Wtedy zaś powiedziałam Panu Bogu: "Boże daj mi jakiś znak czy mam być z tym facetem, z którym obecnie jestem. Wiesz jak mi ciężko i nie mam już sił". Po Wielkanocy padła propozycja wyjazdu od partnera . Dla mnie był to wyjazd ostatniej szansy. Wyjechaliśmy... było ok, pomyślałam, ze może to właśnie ten znak od Boga ale..."znak" przerósł moje oczekiwania. Kilka dni później zaczęłam podejrzewać ,że jestem w ciąży...partner mi się oświadczył, ale nim doczekaliśmy wizyty u ginekologa oddałam mu pierścionek gdyż czułam, że oświadczyny były "wymuszone". Maj- wizyta i ginekologa i 5 tydzień. Szok i niedowierzanie. To się nazywa znak :) Później walka czy być z nim czy nie. Miłość i obawy ciągle walczyły... 5 miesiący później byliśmy już małżeństwem. Z perspektywy czasu wiem,że ślub był wielkim błędem i powinnam wychowywać dziecko sama. Nie chodzi, że nie kochałam męża...ale nie pasujemy do siebie i uważam, że większą krzywdą dla dziecka jest bycie razem i bycie świadkiem codziennych kłótni i walki o względy dziecka niż gdyby dziecko wiedziało, że tata jest na godziny czy weekendy. Mój błąd za który płacę ja i dziecko i pośrednio mąż.Jednak cztery lata temu Bóg dał mi znak , który połączył mnie już na zawsze z moim mężem - nasze dziecko. Coraz częściej myślę o rozwodzie i nawet byłam u prawnika. Niestety obrączka i wspólny kredyt komplikują sprawy.
sobota, 19 marca 2016
zabawka -lalka idealna dla dziewczynki w wieku 3+?
Dzisiaj pokażę Wam lalkę, którą otrzymała moja córka w prezencie. Niech każdy z Was odpowie sobie na pytanie czy warto kupić.
Opakowanie robi dobre wrażenie: kolorowe, solidne i pokazujące zestaw.
Zestaw to: lalka +dwie sukienki +mebelki
Zacznę od lalki:
- ma trzy stroje plus buciki szpilki czerwone. Z wszystkich ubranek buciki to najlepszy element. Stroje wykonane dość słabo. Bluzeczka przy pierwszym przebieraniu porwała się. Sukienka fioletowa bardzo ładnie uszyta , drga różowa niestety dość kiepsko. Fryzura lalki: rzadkie włosy, na zewnątrz wydają się normalne ale na czubku podnosząc włosy jest prawie łysa.Uwaga bucki są małe więc na pewno nie są odpowiednie małej dziewczynki, która wkłada jeszcze rzeczy do buzi.Materiał z jakiego lalka jest wykonana jest dośc słaby. Nogi zginają się w kolanach ale po kilku takich ruchach następują prześwity na zgięciach, po prostu "skóra lalki się przeciera bardzo szybko". Tułów zaś kręci się wokoło i szybko się wyrabia.
Szafka-garderoba:
- otwierana, niestety szuflady to atrapy więc nie ma szans na ich wysunięcie. Minus drobne elementy klamek, które są słabo umocowane i moja córka po trzecim razie oderwała je :( oczywiście jak dziecko zobaczy namiastki szuflad to chce je otworzyć więc musiałam córce tłumaczyć, że to tylko taka ozdoba a nie prawdziwe szuflady. Szafka ogólnie z grubego plastiku ale te drobiazgi jednak rzutują na całość.
Szafka-toaletka
- ogólnie szafka bez zarzutu, dość solidny plastik, kolorowy, minus szuflada nie otwiera się, telefon, który jest oddzielny i stoi na toaletce nie podnosi się jego słuchawka i jest raczej atrapą -ozdobą.
Krzesło:
- krzesło jest bardzo ładne i wygodne dla lalki, niestety nogi od krzesełka (dwie sztuki z przodu) odpadają ale można je włożyć.
Podsumowując zestaw na pierwszy rzut oka jest ładny, kolorowy i kupując go bez rozpakowania można mieć przeświadczenie, że kupiło się coś fajnego i solidnego. Dziecko raguje na otrzymanie takiego prezentu okrzykiem zachwytu :OOOOoo" ale z czasem gdy rozpakowuje go okazuje się, że powstaje wiele pytań i trzeba ciagle coś naprawiać bo na wstępie nogi od krzesełka wypadają, szelki od bluzeczki odrywają się, a po kilku razach otwarcia szafki-garderoby klameczki od niej odpadają.
Myślę, że w ostateczności jest to zabawka dla starszej dziewczynki a nie dla przedszkolaka. Moja córeczka bawi się tym zestawem ale raczej tylko w mojej obecności.
Opakowanie robi dobre wrażenie: kolorowe, solidne i pokazujące zestaw.
Zestaw to: lalka +dwie sukienki +mebelki
Zacznę od lalki:
- ma trzy stroje plus buciki szpilki czerwone. Z wszystkich ubranek buciki to najlepszy element. Stroje wykonane dość słabo. Bluzeczka przy pierwszym przebieraniu porwała się. Sukienka fioletowa bardzo ładnie uszyta , drga różowa niestety dość kiepsko. Fryzura lalki: rzadkie włosy, na zewnątrz wydają się normalne ale na czubku podnosząc włosy jest prawie łysa.Uwaga bucki są małe więc na pewno nie są odpowiednie małej dziewczynki, która wkłada jeszcze rzeczy do buzi.Materiał z jakiego lalka jest wykonana jest dośc słaby. Nogi zginają się w kolanach ale po kilku takich ruchach następują prześwity na zgięciach, po prostu "skóra lalki się przeciera bardzo szybko". Tułów zaś kręci się wokoło i szybko się wyrabia.
Szafka-garderoba:
- otwierana, niestety szuflady to atrapy więc nie ma szans na ich wysunięcie. Minus drobne elementy klamek, które są słabo umocowane i moja córka po trzecim razie oderwała je :( oczywiście jak dziecko zobaczy namiastki szuflad to chce je otworzyć więc musiałam córce tłumaczyć, że to tylko taka ozdoba a nie prawdziwe szuflady. Szafka ogólnie z grubego plastiku ale te drobiazgi jednak rzutują na całość.
Szafka-toaletka
- ogólnie szafka bez zarzutu, dość solidny plastik, kolorowy, minus szuflada nie otwiera się, telefon, który jest oddzielny i stoi na toaletce nie podnosi się jego słuchawka i jest raczej atrapą -ozdobą.
Krzesło:
- krzesło jest bardzo ładne i wygodne dla lalki, niestety nogi od krzesełka (dwie sztuki z przodu) odpadają ale można je włożyć.
Podsumowując zestaw na pierwszy rzut oka jest ładny, kolorowy i kupując go bez rozpakowania można mieć przeświadczenie, że kupiło się coś fajnego i solidnego. Dziecko raguje na otrzymanie takiego prezentu okrzykiem zachwytu :OOOOoo" ale z czasem gdy rozpakowuje go okazuje się, że powstaje wiele pytań i trzeba ciagle coś naprawiać bo na wstępie nogi od krzesełka wypadają, szelki od bluzeczki odrywają się, a po kilku razach otwarcia szafki-garderoby klameczki od niej odpadają.
Myślę, że w ostateczności jest to zabawka dla starszej dziewczynki a nie dla przedszkolaka. Moja córeczka bawi się tym zestawem ale raczej tylko w mojej obecności.
piątek, 18 marca 2016
zapalenie oskrzeli i ...brak świąt
Szykują się kolejne święta bez świąt...czyli wszyscy mamy zapalenie oskrzeli. Najpierw padłam ja, później mąz i dzieci. Boze Narodzenie miałam z anginą ropną, a teraz jakas masakra :( Nigdy chyba z tych chorób nie wyjdziemy :( nic nie mamy zrobione na święta...lekarka zabroniła mi myć okien i przemęczać się. Tak dwa tygodnie ciągniemy na antybiotykach tylko wymieniają się osoby :( :( zmeczona i nic więcej :(
sobota, 27 lutego 2016
słoneczko i nawał pracy
Słońce...piekne chłodne ale słońce. Pościel już wyniesiona na balkon, leniwie leży i patrzy na całą okolicę :) ja niestety mniej leniwie wyprawiłam meża i córkę na spacer a sama w kuchni i mieszkaniu urzęduję. Dwa ostatnie dni spędziłam z córką w domu. W czwartek zabrałam ją do mojej pracy ale niestety niewiele dało się z nią popracować dlatego na piątek poprosiłam o urlop i to był strzał w dziesiątkę bo już dawno nie spędziłam tak miłych chwil z córką. Mała jak zwykle przeziębiona dlatego prewencyjnie zostawiłam ją w domu gdyż wczesniej takie przeziębienia szybko przeradzały się w zapalenie oskrzeli itp. A dzisiaj mamy spotkanie zapoznawcze z nową nianią córci...eh córka znajomej ale damy rady. Trochę stres ale tak już bywa, że nawet jak jest przedszkole w weekendowych planów tj. praca czy studia nie przeskoczymy i musimy miec kogoś do pomocy :(
środa, 24 lutego 2016
"wie pani, kiedyś świat miał kolor barwnej bajki..."
Czas przynosi kolejne wezwania...jakie? nową umowę zlecenie, kolejne godziny na ,które dojeżdżam z językiem na brodzie. Trudne dzieciaki. Czasem się zastanawiam czy ja nie mogę pracować z takimi "normalnymi"...ale widocznie mogę, bo kto jak kto ale właśnie dzieci po przejściach potrzebują dodatkowych zajęć, terapeutycznych spotkań itp. Denerwuje mnie świat dorosłych , którzy krzywdzą dzieci...denerwuje mnie niesprawiedliwość społeczna i określenie "dzieci z patologii" :( jakże czesto my rodzice nawet nie zdając sobie sprawy czynimy z naszych dzieci osoby o złych doświadczeniach. Dzisiaj podchodzi do mnie dziewczynka..."wie pani, kiedyś świat miał kolor barwnej bajki ale odkąd umarła mama wszystko stało się takie smutne". Patrzę na małą drugoklasistkę i... mam wrażenie, że rozmawiam z dorosłą osobą. Kolejne dziecko...chłopiec "Prosze pani dlaczego ja mam wszystko ale nie mam rodziców?". Hmmm ma fizycznie rodziców, ale takich co gonią za kasą a dziecko pomimo, ze ubrane w najmodniejsze stroje, z komórą taką ,że moje oczy nigdy wcześniej jej nie widziały...ale bez miłości. Boże broń mnie za takim podejściem do wychowania... a przecież wciąż ganiam za każdą godziną płatną by tylko zarobić parę groszy....czy widzę w tym życiu moje dziecko, wspaniałe chwile , które już nigdy się nie powtórzą. Boję się, że moje dziecko kiedyś powie, ze ma pokój pełen zabawek, super nianie ale nie ma matki czy ojca.
czwartek, 18 lutego 2016
ot życie
niestety nie bywam tutaj tak często jakbym tego chciała gdyż życie wcale nie jest takie różowe jak ubrania mojej córki. W małżenstwie żyję od kłótni do kłótni a że ich jest ostatnio bardzo dużo więc codziennie mam okazje na wysokie ciśnienie :( w pracy żyję od akcji do akcji, od osoby do osoby,które do mnie przychodza i od szkolenia do szkolenia, od projektu do projektu. Z córką żyjemy od choroby do choroby...i tak się kręci karuzela życia. Czarny mam dzisiaj humor ze zmęczenia i czarnych myśli więc chyba tylko tyle napiszę.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)





